wtorek, 26 czerwca 2018

Miniaturka „Obliviate”

*`miniaturka zbetowana przez : Gabriela Grela*
Wielka Sala była po brzegi wypełniona uczniami, którzy próbowali nacieszyć się ostatnimi chwilami spędzonymi w zamku. Atmosfera unosząca się w powietrzu była jednak tak ciężka, że tylko nieliczna grupa umiała spożytkować swój czas produktywnie, jedząc i radośnie rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi. Większość młodzieży zdawała sobie bowiem sprawę z powagi całej sytuacji. Po pogrzebie największego czarodzieja, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi, wszystko miało się zmienić.
Draco doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego też siedział niespokojnie, ponuro grzebiąc w swojej grzance i rozmyślając nad zbliżającą się przyszłością. Chyba nikt nie był w stanie teraz pojąć uczuć, które gościły w młodym Ślizgonie. Był przerażony, to fakt. Jeszcze nigdy w życiu nie bał się o swoje życie tak, jak teraz. Cały czas przed oczami pojawiał mu się obraz Albusa Dumbledore’a, który nawet przed śmiercią nie okazał ani krzty słabości. Zdawało mu się, że do dnia dzisiejszego przeszywa go wzrok niebieskich tęczówek dyrektora. Na samą myśl wzdrygnął się mimowolnie.
Nienawidził pamiętać. Te wspomnienia naprawdę powoli zdawały się go wykańczać. Nie one były jednak najgorsze. Draco bowiem skrywał w sobie jeszcze te mroczniejsze, bardziej przerażające, które doprowadzały go do szału. Nie mógł jeść, spać ani nawet skupić się na swoim zadaniu. Wszystko dlatego, że pamiętał.
Nieświadomie uniósł wzrok, zostawiając swoją grzankę w spokoju, a po chwili ponownie zaczął obserwować nieświadomą niczego Gryfonkę, która uważnie wsłuchiwała się w słowa swojego przyjaciela. Jej brązowe oczy wyrażały skupienie, determinację oraz odrobinę smutku. Mimo to nawet z takiej odległości rozpoznał kilka piegów, które pod wpływem słońca pojawiły się na twarzy brunetki. Wyglądała ślicznie, nawet w tej pożal się Boże gryfońskiej szacie, szopą na głowie i spuchniętymi oczami, które ku zaskoczeniu nagle zderzyły się z jego ostrym, natarczywym spojrzeniem. Poczuł, jak serce gwałtownie mu przyspiesza.  Cholera jasna, ona zawsze musiała tak na niego działać. Pomimo tych wszystkich złych, straszliwych wydarzeń, zawsze odnajdywał wewnętrzny spokój, gdy tylko był w pobliżu swojej wybranki.
Miał ochotę skinąć lekko głową w jej stronę, byleby tylko wiedziała, że jest przy niej, że ją wspiera i nigdy nie zostawi jej samej. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Każde, nawet najmniejsze spojrzenie w jej kierunku bolało jak cholera, ale nie mógł się oprzeć. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany w oczy swojej rówieśniczki, lecz ta szybko zakończyła ich, jej zdaniem dziwną wymianę spojrzeń. I wtedy do niego dotarło.
Pamiętał. Pamiętał każdy dzień, każdy moment oraz każdy pocałunek, każdy dotyk oraz każdą sekundę, którą razem dzielili. Pamiętał pierwsze  „Kocham Cię” i ostatnie „Żegnaj”. Ich pierwszy pocałunek, na który obydwoje tak długo czekali. Ich wspólną noc, wypełnioną namiętnością oraz rozpaczą, gdyż każde z nich bało się jutra. Pamiętał również dzień, w którym oficjalnie przyznał przed sobą, że to właśnie Hermiona Granger zawładnęła jego sercem do końca życia. Była jeszcze jedna rzecz, którą doskonale pamiętał. Jedno zaklęcie, które zmieniło dosłownie wszystko.
„Obliviate” - pomyślał, zaciskając z całej siły widelec trzymany w ręku. Miał wrażenie, że serce ponownie pęka mu na pół. Nienawidził siebie oraz swojej rodziny za to, że był zmuszony do takich czynów. Minął już ponad tydzień, a on dalej nie mógł się pozbierać. Wiedział, iż tak będzie lepiej. Nie zmieniało to jednak faktu, że bolało.
— Wszystko w porządku? — zapytał  Zabini, odrywając go tym samym od mrocznych myśli.
— Nie mogę już tu wysiedzieć — powiedział w końcu, dając porwać się emocjom.
Nie zwracając na resztę uczniów, wstał gwałtownie oraz udał się w stronę wyjścia. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż cała Wielka Sala podąża za nim wzrokiem, lecz naprawdę miał to gdzieś. Miał na głowie teraz poważniejsze problemy niż bandę wścibskich nastolatków.
Czuł, że po raz kolejny traci kontrolę. Zazwyczaj to ona w takich sytuacjach działała na niego jak dobry środek na uspokojenie. Teraz jednak wiedział, że ponownie został sam. I to na własne życzenie…
Zanim się obejrzał, jego nogi poprowadziły go na Wieżę Astronomiczną. Nie miał pojęcia dlaczego akurat wybrał to miejsce, które w gruncie rzeczy przypominało mu tylko o najgorszych chwilach w jego życiu. Przeczesał nerwowo swoje ułożone w artystyczny nieład włosy oraz rozluźnił drżącymi rękoma krawat.
— To wszystko twoja wina, Granger — mruknął, łamiącym się głosem. Gdy tylko lekko przymknął oczy, by zebrać myśli, wszystkie bolesne wspomnienia wróciły do niego z podwójną siłą.


~


— Co ty tu robisz? — spytał roztrzęsionym głosem, widząc Gryfonkę na Wieży Astronomicznej. Z jednego policzka gęsto spływała jej krew, a reszta ubrań świadczyła o zaciętej walce, którą musiała przeprowadzić w drodzę do swojego towarzysza. Draco przeraził się nie na żarty. Jeszcze tego by brakowało, by śmierciożercy dobrali się do Granger.
— A nie widać? Proszę cię, nie rób tego! — krzyknęła w akcie desperacji, po czym szybko złapała go za rękę — Obiecałeś, że tego nie zrobisz. Obiecałeś, że zostaniesz przy mnie, Draco — szepnęła. Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem, nawet nie starając się ukryć przed nią jakichkolwiek emocji. Doskonale wiedział, że za kilka minut stado śmierciożerców pojawi się na górze i z wielką chęcią rozprawią się z jego towarzyszką. W tym momencie jeszcze bardziej martwił się o nią niż o siebie.
— Hermiona, proszę cię, uciekaj stąd — powiedział, siląc się, by jego głos zabrzmiał dość pewnie. Prawda była jednak taka, że cała sytuacja nie pozwalała mu na ani odrobinę pewności. Czuł się jak tchórz, który z całej siły pragnie zmienić swój i tak marny i przesądzony los.
— Nigdzie się stąd nie ruszę! — odparła. Jeszcze nigdy nie widział w niej takiej determinacji. Jak widać wojna dodawała jej jeszcze więcej odwagi i rozsądku. Nawet w takim momencie nie mógł powstrzymać się od krótkiego zachwytu nad jej osobą.
Zmierzył ją przerażonym wzrokiem, a następnie przygarnął do siebie, by chociaż przez chwilę jeszcze poczuć jej bliskość.
— Kocham Cię, Granger. I zawsze będę — wyznał, wpatrując się w te piękne brązowe tęczówki, które skradły jego serce.
— Nie rób tego...nie żegnaj się ze mną — wyszeptała. Serce biło mu jak oszalałe, lecz wiedział, że teraz nie mają już czasu na dłuższe dyskusje. Na potwierdzenia swoich słów, usłyszał głośny przeraźliwy wybuch z dołu, świadczącym tylko o jednym. Śmierciożercy niedługo dostaną się na Wieżę Astronomiczną.
Niewiele myśląc pocałował swoją wybrankę, przekazując jej przy tym tyle miłości oraz pasji, ile mógł. I chociaż jego serce zdawało się pękać na pół, skierował powoli różdżkę w niczego nieświadomą dziewczynę.
— Wybacz mi — Draco oddalił się od Gryfonki na kilka centymetrów i z łzami w oczach, zanim ktokolwiek zdążył zareagować, powiedział — Obliviate!


~

Na samo wspomnienie tych wydarzeń, krzyknął bezradnie, dając upust swoim emocjom. Nie miał siły walczyć. Nie bez niej u swojego boku. Teraz jednak było za późno. Dokonał swojego wyboru i musiał się go trzymać i żyć ze świadomością, że wolał stać się tchórzem, niż dać sobie szansę na miłość.
— Co ty tu robisz? — Słysząc tak bardzo znajomy mu głos, odwrócił się gwałtownie w stronę nieproszonego gościa.
Stała przed nim ze skrzyżowanymi rękoma i tym swoim krytycznym spojrzeniem, które tak często towarzyszyło jej przy ich pierwszych spotkaniach. Nawet teraz nie mógł się na nią napatrzeć.
— Rozmyślam, Granger — odparł jak gdyby nigdy nic. Z trudem przychodziło mu udawanie zimnego drania, podczas gdy wszystko w nim kazało mu przygarnąć dziewczynę do siebie i nigdy jej nie puszczać.
— Nie wiem co knujesz, Malfoy, ale radziłabym się zastanowić po której stronie tak naprawdę stoisz — powiedziała buntowniczo. Nie mógł powstrzymać smutnego  uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. Tak bardzo brakowało mu tych cholernych zaczepek oraz ostrych wymian zdań.
Niewiele myśląc podszedł do niej bliżej, tak iż teraz dzieliły ich tylko niecałe centymetry. O dziwo, Gryfonka nie cofnęła się ani o krok.
Draco wiedział, że za parę minut będzie żałował, że dał ponieść się emocjom. Teraz jednak nie mógł się powstrzymać. Jego złamane serce chociaż przez chwilę zdawało się nie krawić.
— Granger. Doskonale wiem, po której stronie stoję. Pytanie tylko, co jestem w stanie dla niej poświęcić — dokończył.
Gryfonka popatrzyła na niego krytycznie, lecz nie odezwała się ani słowem. Zamiast tego wpatrywała się dzielnie w szare tęczówki Ślizgona, który ledwo co panował nad swoimi odczuciami. Miał ochotę przygarnąć ją do siebie, powiedzieć jak bardzo ją kocha i potrzebuje. Chciał uwierzyć, że wszystko może się jeszcze ułożyć.
Teraz jednak, czując jej bliskość, a jednocześnie bijącą od niej obojętność, miał ochotę strzelić sobie kulkę w łeb. Jeszcze nigdy nie czuł takiego bólu. Wolał już tortury Czarnego Pana niż to chore uczucie zwane przez większość miłością. Wiedział, że już nigdy w życiu nie będzie w stanie pokochać kogoś tak bardzo jak tą cholerną Gryfonkę, która tak dzielnie przed nim stała. W głębi serca naprawdę liczył, że uda mu się dostrzec w jej oczach choćby odrobinę pozytywnych uczuć. Zamiast tego widział jedynie odrazę i przerażenie.
— Nie zmieniaj się, Granger — dodał, cofając się o krok. Kosztowało go to wiele, zważając na fakt, że jeszcze tydzień temu mógł bez problemu przygarnąć ją do siebie i powiedzieć, jak cholernie jej potrzebował. Teraz praktycznie nie łączyło ich nic. Tylko wspomnienia  ich szczęśliwego, małego świata, który zniszczył. — Może któregoś dnia jeszcze uratujesz ten cały cholerny świat — zaśmiał się, po czym odgarnął z jej twarzy kosmyk włosów i ze złamanym sercem oraz masą wspomnień opuścił Wieżę Astronomiczną, zostawiając Hermionę Granger wolną od miłości.



Od autorki :
Witam, witam! Pomyślałam, że zaskoczę was miniaturką, którą napisałam pod wpływem pięknej, szpitalnej atmosfery. Tak więc, co myślicie?

CZYTAM - KOMENTUJĘ


2 komentarze:

  1. Piękne :(

    Nie ma co sie rozpisywać... Po prostu piękne ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. W życiu bym nie pomyslala, że szpitalny klimat może mieć tak dobry wpływ na pisanie, bo ta miniaturka jest boleśnie piękna. Biją od niej te wszystkie uczucia twarzyszące Draco. PS. Nie mogę doczekać się rozwinięcia sytuacji u D. i H. w Słodkim listopadzie. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń