piątek, 18 maja 2018

Rozdział 15 „Głos Serca"

Rozdział niezbetowany. Proszę o wyrozumiałość!

Lodowisko tuż przy Somerset House wydawało się tętnić życiem. Pierwsze
oznaki mroźnej zimy dawały o sobie znać, a dzieciaki zanosiły się śmiechem, gdy kolejna osoba niebezpiecznie zachwiała się na łyżwach, a  następnie, tracąc kompletnie równowagę, upadała z głośnym trzaskiem na twardy lód.
Nic jednak nie mogło przebić młodego mężczyzny o blond włosach, który nawet nie starał się utrzymać  na lodowisku dłużej niż pięć sekund. Raz po raz przeklinał głośno, dając upust swoim emocjom. Jego ubiór był równie dziwny jak jego zachowanie oraz brak jakiegokolwiek doświadczenia w jeździe na łyżwach. Podczas gdy inni byli ubrani w zimowe kurtki, blondyn miał na sobie zwyczajny T Shirt oraz marynarkę. Większość dzieciaków zgodnie stwierdziła, że ich obiekt obserwacji uciekł z jakiegoś cyrku. Przejeżdżając koło nieznajomego, co chwilę starali się go zaczepić i sprowokować. Za każdym razem jednak, miła, ładna brunetka, ubrana w gruby czerwony płaszcz, odganiała ich machnięciem ręki, posyłając im łagodny uśmiech.
To jego pierwszy raz tłumaczyła, gdy po raz kolejny, blondyn wjechał rozpędzony w grupkę ludzi.
Gdybym miał takie towarzystwo, na pewno nie udawałabym takiego pajaca! mruknął jeden z poszkodowanych, po czym odjechał płynnie, nie ukrywając swojego urażenia.
Sprawca całego zamieszania, czyli niejaki Draco Malfoy, po usłyszeniu tych słów, miał naprawdę ochotę strzelić jakimś dobrym zaklęciem oszałamiającym w nieznajomego. Gdy tylko spróbował sięgnąć po różdżkę, zachwiał się po raz kolejny na nogach, ledwo co odzyskując równowagę.
Na brodę Merlina! przeklął, tracąc powoli cierpliwość. Naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego zgodził się na tak pokręcone zadanie. Owszem, chciał udowodnić Granger, że pragnie zawrzeć z nią pokój, lecz tego było za wiele! Nie pamiętał kiedy ostatni raz aż tak bardzo upokorzył się przed tyloma ludźmi. Nie dość, że większość z nich traktowała go jak szaleńca, to w dodatku jego towarzyszka zdawała się odczuwać wielką satysfakcję z całej zaistniałej sytuacji.
Któregoś dnia ją zabiję” - poprzysiągł sobie w myślach, wpatrując się w byłą Gryfonkę z wielką wrogością.
Coś nie tak, Malfoy? spytała, uśmiechając się do niego niewinnie. Miał ochotę w końcu dać upust swoim emocjom, lecz resztkami sił powstrzymał się od wybuchu.
Spojrzał krytycznie na te śmieszne buty zwane łyżwami”, po czym zerknął ponownie na brunetkę.
Ależ skąd! Świetnie się bawię! odpowiedział ironicznie. Kobieta zaśmiała się perliście, widząc jego buntowniczą minę. Podjechała do niego elegancko, a następnie położyła swoją drobną dłoń na jego ramieniu.
Nie martw się, świetnie ci idzie! Jeszcze kilka godzin i nabierzesz wprawy! powiedziała.
Kilka godzin? teraz naprawdę nie mógł ukryć swojego przerażenia.
Jasna cholera, w co on się wplątał! Nie dość, że wszystkie części jego ciała zdawały się wyć z bólu, to na dodatek był cały zmarznięty. Owszem, może i nie posłuchał się Granger, gdy ta prosiła go o założenie grubej kurtki, ale to jeszcze nie znaczyło, że będzie sterczał tu przez cały dzień. Miał ochotę palnąć się w głowę. Od kiedy to stał się takim palantem? Jeszcze kilka tygodni temu nigdy w życiu nie dałby się przekonać na wykonanie jakichkolwiek mugolskich atrakcji. Teraz jednak, pod wpływem tej niezrównoważonej Gryfonki, miał wrażenie, że wszystkie znane mu wartości poszły w niepamięć.
Granger, słysząc jego słowa uśmiechnęła się do niego promiennie, a następnie popchnęła go delikatnie do przodu. Zaskoczony tą czynnością chwycił się drastycznie ramienia swojej towarzyszki.
Malfoy, nie panikuj uspokoiła go. W myślach podziękował jej z całego
serca, że nie wybuchła głośnym śmiechem.
Łatwo ci mówić warknął w jej stronę. Ponownie postawił parę niepewnych kroków na lodzie, tym razem nie tracąc przy tym równowagi. Zaskoczony swoim wyczynem, spróbował przejechać parę metrów do przodu.
Udało mi się! krzyknął zadowolony, zwracając się w kierunku swojej towarzyszki, która wpatrywała się w niego z rozbawieniem.
Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. Teraz, gdy odniósł swój pierwszy, mały sukces, był niesamowicie z siebie dumny. A niech ktoś tylko jeszcze raz powie, że on, Draco Malfoy, nie poradzi sobie w mugolskim świecie!
Przekonany o swoich niesamowitych zdolnościach, spróbował podjechać w kierunku Granger. Stawiając coraz pewniejsze kroki, zapomniał jednak o prędkości, z którą się poruszał. Nie minęła więc minuta, gdy ponownie stracił panowanie nad swoimi wyczynami i wpadł rozpędzony na zaskoczoną Gryfonkę. Chwilę później, upadli boleśnie na twardy lód.
Nie wiedzieć czemu, oboje wybuchli śmiechem. Może i był niesamowicie zły na Granger, lecz musiał przyznać, że cała ta zabawa sprawiała mu przyjemność. Fakt, może robił z siebie idiotę, lecz po raz pierwszy w życiu naprawdę czuł się z tym dobrze. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Granger naprawdę miała na niego dobry wpływ. Podświadomie podziwiał swoją towarzyszkę za samozaparcie co do jego osoby.  
A więc zaczął powoli, gdy w końcu udało mu się ponownie stanąć na nogi.  po tak wyraźnym poświęceniu z mojej strony, Granger, mogę uznać, że jesteśmy kwita? - spytał, wpatrując jej się głęboko w oczy. Musiał przyznać, iż bardzo polubił kolor jej tęczówek, które teraz bacznie śledziły każdy jego ruch.
Kilka osób zaczęło obserwować ich dziwną wymianę spojrzeń. Niektórzy nawet wzdychali cicho z zazdrością. Draco doskonale zdawał sobie sprawę, ile facetów chciałoby być na jego miejscu. Sam fakt, że kobieta wolała spędzać czas z nim niż z innymi nieudacznikami dawał mu niesłychaną satysfakcję. Dlatego też czekał cierpliwie na odpowiedź Granger.
Tak powiedziała po chwili, uśmiechając się przy tym delikatnie - Chyba
jesteśmy kwita, Malfoy.

_____________________________________________________________

(sześć lat wcześniej...)


Nie zdawał sobie dokładnie sprawy z wydarzeń, które działy się w tym roku.
Wszystko przebiegało tak szybko a jedyne prawdziwe uczucie, które zdawało się go nigdy nie opuszczać to strach. Strach o własne życie. O rodzinę, o swoją matkę. Przed Czarnym Panem.
Dopiero stojąc na wieży Astronomicznej powoli dochodziło do niego co tak naprawdę miało miejsce. Wpuścił śmierciożerców do Hogwartu. Do jedynego miejsca, w którym kiedykolwiek zaznał szczęśliwych wspomnień. Do miejsca, gdzie mógł zapomnieć o otaczającym go nieszczęściu oraz presji ze strony Sami-Wiecie-Kogo. Poczuł jak różdżka drży w jego ręce. Brzydził się sobą a jednocześnie odczuwał głęboką satysfakcję, że jego plan się powiódł. Poświęcił wszystko, by udało mu się wykonać tak trudne zadanie. Teraz jednak, stojąc dosłownie kilka metrów z dala od Dumbledore’a nie czuł dumy. Serce próbowało wyrwać mu się z piersi a zimny pot na czole przyprawiał go o dreszcze. Nie mógł zebrać myśli. Cały czas wpatrywał się w te przepełnione dobrocią oczy, które spoglądały na niego z wielkim zaciekawieniem. I wtedy do niego dotarło. Nie był zabójcą. Nie był nawet Śmierciożercą. Jedyne, czego tak naprawdę pragnął to bezpieczeństwo własnej rodziny. Był tchórzem - oszukiwał samego siebie, że da radę, że to jemu przypadnie największa sława. Każdy będzie go szanował, a nazwisko Malfoy w końcu odzyska swoją wieczną chwałę.
Muszę to zrobić! - wykrzyknął w końcu prosto w twarz swojego dyrektora. Muszę cię zabić! Inaczej on...zabije mnie - wyszeptał, tracąc całkowicie kontrolę nad sytuacją. Nie mógł się opanować. Emocje dały za wygraną, gdy poczuł jak pierwsze łzy spływają po jego policzku. Był przerażony oraz zagubiony, ponieważ wiedział dokładnie co go czeka. Poniesie konsekwencje za swój czyn, a przez to jego matka będzie w niebezpieczeństwie. Prowadził walkę sam ze sobą i doskonale zdawał sobie sprawę, że właśnie przegrywa. W końcu poddał się i opuścił różdżkę, która choć przed chwilą jeszcze gotowa do użycia klątwy niewybaczalnej, teraz zdawała się być najmniej szkodliwą rzeczą na świecie. 
Nie mógł przestać wpatrywać się w Dumbledore’a. Starzec wydawał się tak słaby, że gdyby nie powaga sytuacji, na pewno dawno opadłby z sił.  Po raz kolejny strach dał o sobie znać. W tym momencie naprawdę nie miał już pojęcia po czyjej stronie stał. Chciał po prostu, po raz pierwszy w życiu czuć się wolnym.
Dumbledore zdawał się doskonale rozumieć jego sytuację. Draco zauważył, iż starzec już otwierał usta, by wesprzeć go na duchu. Niestety jednak, nie mieli okazji, by dokończyć tą rozmowę. Sekundę później, usłyszał kroki zbliżających się śmierciożerców, które świadczyły tylko o jednym. Dzisiejszej nocy, Czarny Pan zyska w końcu to, na co czekał od dawna…





_________________________________________________________

Obudził się gwałtownie, nieświadomie podnosząc się z łóżka. Smok jęknął głośno, widząc poczynania swojego pana, lecz szybko ponownie odpłynął w krainę Morfeusza.
Draco jednak miał wrażenie, jakby przeżywał koszmar na wieży Astronomicznej po raz kolejny. Nie pamiętał kiedy ostatnio rozmyślał o tym wydarzeniu. Należało ono bowiem do jednych z najgorszych wspomnień jakie posiadał. Do dziś trudno było mu się pozbyć strachu oraz czystego przerażenia, które odczuwał tamtej nocy. Prawie niemożliwym okazało się jednak wyzbycie się przenikliwego wzroku Dumbledore’a, który aż do końca wierzył w jego niewinność.
Westchnął głęboko, powoli uspokajając swoje nerwy. Od ponad trzech lat ani przez chwilę nie myślał o tym wydarzeniu. Co dziwne, teraz przebywając w domu Granger  miał wrażenie, że wszystko ponownie do niego wraca. Nie chciał o tym rozmyślać. Najchętniej wyzbył by się tego wspomnienia z głowy na dobre. Wiedział jednak, że to niemożliwe. Musiał w końcu pogodzić się z faktem, że to on Draco Malfoy umyślnie wpuścił Śmierciożerców do szkoły, dając im możliwość zabijania niewinnych osób….
Ciche skrzypienie, sygnalizujące otwieranie drzwi, przywróciło go do rzeczywistości. W pokoju panowała ciemność, więc potrzebował chwili by rozpoznać stojącą przed nim postać.
Kolejny koszmar? usłyszał szept  Granger, która heroicznie trzymała  w ręku różdżkę.
Miał ochotę zapytać się jej, jakim cudem wie o jego nocnych przeżyciach, lecz szybko wybił to sobie z głowy. Minęły dopiero dwa dni, odkąd wszystko wróciło do normy. Nie chciał kłócić się w tym momencie ani w tym stanie.
Kiwnął delikatnie głową, czując, że na więcej go nie stać. Ponownie poczuł się jak siedemnastoletni gówniarz, który nie jest zdolny obronić własnej rodziny.
Była Gryfonka zdawała się rozumieć jego sytuację, tak więc po chwili wahania usiadła na brzegu łóżka, a następnie odnalazła w ciemności jego rękę. Nie wiedzieć czemu, ponownie tej nocy poczuł dreszcze przechodzące przez całe ciało. Nie były one jednak nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie miał dziwne wrażenie, że emocje oraz przerażenie związane z tym dziwnym snem, nagle gwałtownie opadły. Poczuł się pewniej, mając Granger przy sobie.
Nie wiem, dlaczego to dzieje się akurat teraz szepnął mimowolnie. Coś w środku kazało mu wytłumaczyć brunetce swoje postępowanie. Nigdy wcześniej nie miał okazji podzielić się z kimś myślami na temat swoich koszmarów. Wszystko do mnie wraca. Czarny Pan, moja nieudolna misja w Hogwarcie, moja matka, tortury, jakie znosiłem ze względu na mojego ojca, który poległ jako Śmierciożerca. Za każdym razem pytam samego siebie jaki to ma sens… przerwał nagle, czując, jak wielka gula w gardle definitywnie zaprzecza dalszej konwersacji. Zastanawiam się, Granger… czy kiedykolwiek byłem dobrym człowiekiem dokończył w końcu. W pokoju dalej panowała ciemność, więc nie widział jej reakcji, aczkolwiek poczuł, jak kobieta jeszcze mocniej zaciska ich dłonie razem.
Nie odzywali się do siebie przez kilka minut. Draco miał wrażenie, że po wypowiedzeniu tych jakże wiele znaczących dla niego słów, Granger po prostu uzna go za szaleńca. Przecież doskonale zdawał sobie sprawę, jakim stał się potworem. Dlaczego miałaby myśleć o nim inaczej.
Harry opowiadał nam o tym dniu wiele razy odparła w końcu bardzo cicho. Był pewny, iż dobierała każde słowo z wielką rozwagą. Pamiętam to doskonale. Wszyscy byli w szoku, wokół nas panował chaos. Każdy chciał dowiedzieć się o tych wydarzeniach. Harry jednak uparcie milczał. Tylko my znaliśmy prawdę. On tak naprawdę nigdy ciebie nie winił, Draco. Winił Snape’a, winił śmierciożerców, ale na pewno nie winił ciebie. Zarówno Harry jak i Dumbledore doskonale wiedzieli, że nie byłbyś do tego zdolny. Bo tak naprawdę, Malfoy, jesteś dobrym człowiekiem. Może nie idealnym i bez skazy, ale dobrym. Powinieneś sam zacząć w to wierzyć zakończyła.
Trudno mu było pojąć znaczenie słów Gryfonki, lecz nie miał zamiaru się tym przejmować. Dopiero teraz bowiem, zdał sobie sprawę, że Granger, tak naprawdę w niego wierzyła. Mimo ich przeszłości, potrafiła go zrozumieć, a on, po raz pierwszy w życiu naprawdę poczuł się wdzięczny.
Nagle poczuł, jak kobieta nieśmiało puszcza jego rękę i wstaje z łóżka. Zdziwiony jej reakcją, uczynił to samo, przy tym chwytając różdżkę. Po szybkim wypowiedzeniu formułki Lumos, w końcu spojrzał na nią pewnie. Miała na sobie dużą koszulę zespołu Fatalnych Jędz oraz czarne podkolanówki sięgające jej tuż za kolana. W tym momencie jednak nie zdawał sobie dokładnie sprawy z pociągającego wyglądu Granger. Wpatrywał jej się w oczy, dokładnie tak samo jak wpatrywał się w oczy Dumbledore’a tej okropnej i przerażającej nocy.  Brązowe tęczówki kobiety zdawały się śledzić jego każdy ruch i bez problemu mógł odczytać w nich troskę. Nie wiedział już który to raz z kolei, przygląda się jej z takim zainteresowaniem.
Zostań powiedział, zanim zdążył się porządnie zastanowić. Pamiętał doskonale, jak kilka tygodni temu Granger prosiła go o dokładnie to samo. Prawą ręką ponownie połączył ich dłonie razem, by poczuć tą niesamowitą ulgę oraz poczucie bezpieczeństwa. Nie naciskał. Wiedział, że zaryzykował wiele, ale nic nie mógł na to poradzić, że naprawdę chciał mieć ją przy sobie. Nie potrafił zrozumieć dlaczego i chyba nawet nie chciał. Cała ta sytuacja sprawiała mu aczkolwiek radość. Pragnął jej bliskości, ponieważ działała jak dobry narkotyk. Powoli zaczął zdawać sobie sprawę, że Hermiona Granger zaczynała znaczyć dla niego o wiele więcej niż przypuszczał.
Kobieta spojrzała na ich splecione dłonie, a następnie westchnęła cichutko.
Naprawdę nie potrafię cię rozgryźć mruknęła bardziej do siebie niż do niego Coś we mnie jednak mówi, że powinnam zostać, Draco. A ja zawsze słucham głosu serca.
Tego wieczoru nie potrzeba było mu niczego więcej. Zanim się obejrzał leżał z Granger w jednym łóżku, obejmując ją jednym ramieniem, podczas gdy ona ostrożnie położyła głowę na jego torsie. Tak więc leżeli, dwóch byłych wrogów, którzy potrzebowali siebie w tym momencie bardziej, niż by przypuszczali. 
Wpadłem” - pomyślał Draco, a następnie ponownie oddał się we władania Morfeusza, tym razem będąc w stu procentach pewnym, iż ani jeden koszmar nie nawiedzi go przez resztę nocy.

__________________________________________________________

Od autorki:

Wybaczcie opóźnienie. Rozdział był gotowy dwa tygodnie temu, lecz nie mogłam znaleźć kogoś, kto wystarczająco szybko zbetował mi tekst, także wzięłam się za to sama. Proszę o wyrozumiałość, jeżeli chodzi o błędy, zawsze ciężko mi wszystkie wyłapać. Życzę udanego weekendu!



czwartek, 19 kwietnia 2018

Rozdział 14 „Przekonajmy się"

( Sześć lat wcześniej)
Ulica pokątna jeszcze nigdy nie wydawała mu się aż tak obskurna i ponura jak dzisiaj. Owszem, tysiąc razy słyszał już o słynnych wypadach śmierciożerców, którzy non stop pustoszyli, kiedyś tak piękne i pełne życia, miejsce. Niemniej jednak, słuchać historii to jedno, a zobaczyć miejsce na własne oczy to drugie.
Ponownie poczuł jak serce prawie wyskakuje mu z klatki piersiowej. Miał wrażenie, że zaraz zejdzie na zawał. Doprawdy nie pamiętał, kiedy aż tak bardzo się stresował. Zazwyczaj miał zdrowe podejście do takich sytuacji. Umiał poradzić sobie z presją oraz niesamowicie wielkim strachem, który stał się stałym bywalcem w jego życiu. Ta sytuacja wymagała jednak od niego masy samozaparcia. Nie spodziewał się, że to wszystko odbędzie się tak szybko. W jednej sekundzie całe jego dotychczasowe życie miało się zmienić. Czy aby na pewno na lepsze? Z całego serca wyznawał poglądy Czarnego Pana oraz swojego ojca. Nie ukrywał również, że zawsze był niezmiernie dumny ze swoich korzeni i pochodzenia. Mimo to, wszystko zmieniło się zaledwie miesiąc temu, gdy Lucjusz Malfoy poznał gniew Sami-Wiecie-Kogo. Teraz cała rodzinna odpowiedzialność spadła na niego. Presja oraz wieczne groźby wypowiadane przez resztę śmierciożerców nie polepszały sprawy. Dlatego też musiał pogodzić się ze swoim losem. Jeżeli nie dla siebie, to dla matki.
Narcyza kroczyła dumnie koło niego, a w jej oczach bez problemów mógł rozpoznać zaciętość. Mimo swojego wieku dalej była niesamowicie urokliwą kobietą. Arystokratyczne rysy twarzy oraz zimny, przenikliwy wzrok sprawiały, że każdy mężczyzna obracał się w jej kierunku. Nigdy nie wypowiedziałby tych słów na głos, lecz był naprawdę dumny z posiadania takiej, a nie innej matki. Fakt, już prawie zapomniał o ich ciepłych stosunkach za czasów jego dzieciństwa, lecz dalej cenił Narcyzę bardziej niż większość osób. To ona skutecznie przekonała go do podjęcia się zadania zleconego przez Czarnego Pana.  
Chwilę później kobieta, jakby czytając myśli swojego syna, przystanęła na chwilę, rozglądając się nerwowo za siebie. Gdy tylko upewniła się, że znajdują się sami, skierowała swój zimny wzrok na Dracona. Zdziwiony jej zachowaniem, uniósł jedną brew do góry, nie dając poznać po sobie rozkojarzenia.
Coś nie tak, matko? spytał, jak gdyby nigdy nic. Naprawdę miał ochotę zaśmiać się z zaistniałej sytuacji. Nigdy nie spodziewał się, że jego własna matka będzie towarzyszyć mu w takiej wyprawie.
Kobieta pod wpływem emocji położyła mu dłoń na ramieniu, uchylając delikatnie usta.
Gdy byłam w twoich wieku, zawsze myślałam, że nie ma już dla mnie
nadziei na lepsze życie zaczęła powoli, formułując każde słowo z jak największą precyzją. Powoli jednak widzę, że miałam tyle możliwości. A wybrałam jedną z najgorszych… Draco, synu. spojrzała na niego, a w jej oczach po raz pierwszy mógł dostrzec coś na kształt współczucia Proszę cię o jedno. Zastanów się, czy naprawdę chcesz, by twoje życie nabrało takiego kierunku delikatnie ścisnęła jego ramię We mnie masz zawsze wsparcie, Draco dokończyła, po czym ku jego wielkiemu zdziwieniu, przytuliła go z całej siły.
W pierwszym momencie stał zszokowany zaistniałą sytuacją, lecz chwilę później pozwolił Narcyzie na chwilę słabości. Z trudem przychodziło mu milczenie. Naprawdę chciał podzielić się z nią obawami oraz niepewnością, która doprowadzała go do szału. Wiedział jednak, że nie może poddać się emocjom. Poprzysiągł sobie, że zrobi wszystko, by uchronić swoją rodzinę przed marnym losem. Przystąpienie do śmierciożerców wydawało się najlepszą okazją, jaką kiedykolwiek dostał.
Nie zawiodę cię odparł poważnie, gdy kobieta w końcu się od niego oderwała.
Zawiedziesz mnie tylko wtedy, kiedy staniesz się takim potworem jak on
wyszeptała, po czym nie czekając na odpowiedź syna, ruszyła przed siebie, wkraczając tym samym w Aleję Nokturnu.

_________________________________________________________________

Nie wiedzieć czemu, wspomnienia nie dawały mu dzisiaj spokoju. Nie dość, że cały czas rozmyślał o swoim dzieciństwie, to teraz dochodziły jeszcze te najgorsze, najbardziej mroczne myśli za czasów jego szczenięcych lat. Czasami miał wrażenie, że przegapił w nich wszystko co najlepsze. W szesnastym roku życia musiał przejąć rolę głowy rodziny oraz zostać śmierciożercą, podczas gdy inni mogli beztrosko korzystać z zalet bycia młodym. Nigdy nie miał czasu na imprezy czy też panienki, które kręciły się wokół niego, czekając na zainteresowanie. Był bardzo skryty i nieufny,  jeśli chodziło o dobór przyjaciół. Tylko Zabini zawsze wiedział o jego zmartwieniach i w pełni rozumiał niechęć do spędzania czasu z innymi Ślizgonami.
Biorąc pod uwagę, że od wydarzeń, które tak namacalnie zapadły mu w głowie minęło dobre sześć lat, miał wrażenie, jakby nic się nie zmieniło. Jego kontakt ze światem zewnętrznym ograniczał się do minimum, a relacje z matką bazowały na wymuszonych odwiedzinach w Prywatnej Klinice. Postanowił jednak zrobić coś w kierunku zmian.
Miał ochotę zaśmiać się pod nosem, gdy przekroczył próg placówki Invisible Health”, która znajdowała się w Mousehole, jednym z prześlicznych miast w hrabstwie Cornwall. Długo szukał odpowiedniego miejsca dla Narcyzy, lecz gdy w końcu spotkał ten urodziwy ośrodek, od razu podjął decyzję. Magomedycy z najwyższej półki, piękne widoki oraz obsługa, stająca na głowie by dogodzić pacjentom - to wszystko miało sprawić, by jego matka w końcu doszła do siebie.
Podczas każdego jego przyjazdu urocza gromadka pielęgniarek towarzyszyła mu w drodze do pokoju Narcyzy, informując go o wszystkich postępach jakie udało im się dokonać przeciwko walce z Alzheimerem. Mimo wszystko wydawało mu się, że od kilku lat słyszy to samo.
Niech się pan nie martwi Panie Malfoy. Pana matka tak naprawdę potrzebuje spokoju i wsparcia. To jedyna droga do pełnej mobilizacji.” Tak więc przyjeżdżał. Może niezbyt często, ale jednak. Zawsze starał się wytrzymać choćby godzinę w jej towarzystwie. Niestety, czasami trudno było mu się do tego zebrać, Narcyza bowiem nie wydawała się zachwycona wizytą swojego syna. Przypuszczał wtedy, iż zamiast niego kobieta widzi Lucjusza, który nigdy nie był dla niej zbyt dobrym mężem. Owszem, troszczył się o wszystkie podstawowe potrzeby swojej żony, lecz gdy tylko zostali sami, ich dom przerażał się w prawdziwy horror. Draco nie raz nie dwa doświadczył przemocy oraz szowinistycznego zachowania swojego ojca wobec matki. Dlatego też w pewnym sensie potrafił zrozumieć niechęć Narcyzy na jego widok. Niemniej jednak zawsze doprowadzało go do szału, więc wolał jak najszybciej opuścić to miejsce.
Teraz natomiast był ciekaw rozwoju akcji. Może dla jego matki niewiele zmieniło się od jego ostatniej wizyty, on jednak miał wrażenie, że stał się zupełnym innym człowiekiem. Porzuconym, bez pracy, z ogromnymi wyrzutami sumienia, które chyba nigdy nie miały zamiaru go opuścić. Ponownie poczuł się jak szesnastoletni gówniarz. Był zagubiony, a jedyne co teraz mogło mu pomóc to przebaczenie.
____________________________________________________________

Po kilku formalnościach oraz krótkiej rozmowie z magomedykiem udał się do pokoju Narcyzy. Nabrał głęboko powietrza, a następnie zapukał delikatnie w drzwi, które automatycznie się uchyliły. Nie minęła nawet sekunda, gdy ujrzał swoją matkę, która przyglądała mu się z wyraźnym zaciekawieniem.
Serce podskoczyło mu do gardła, gdy zdążył zarejestrować jej krytyczny wzrok posyłany w jego stronę. Czuł się jak dziecko, które właśnie wróciło ze złą oceną do domu.
Matko powiedział, a następnie delikatnie skinął głową w jej kierunku.
Narcyza jeszcze raz zmierzyła go dość ponurym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się delikatnie. Odebrał to jako dobry znak. W końcu nie zawsze udawało mu się wydobyć z matki taki gest.
Draco odpowiedziała, wskazując przy tym miejsce koło siebie. Kobieta siedziała na swoim ogromnym łóżku, a w ręce trzymała książkę, którą po chwili namysłu odłożyła na półce. Nie zwlekał z wykonaniem jej prośby.
Jak się miewasz? zapytał dość oschle. Na razie jego wizyta zdawała się
przebiegać tak jak dotychczas. Standardowe pytania oraz zimne, nieczułe przywitanie nie były najlepszym znakiem na zmianę jego stosunków z rodzicielką. Przez moment nawet zwątpił w swój cel wizyty. Zaraz potem jednak przypomniał sobie o Granger, której tak bardzo zależało na wydobyciu z niego dobra. Po raz pierwszy od kilku godzin znowu o niej pomyślał. Owszem, dalej odczuwał złość w stosunku do Gryfonki. W końcu zostawiła go samego w jej posiadłości bez słowa wytłumaczenia. Miał nadzieję jednak, że ta sprawa dość szybko się wyjaśni, a on w końcu będzie mógł zamknąć ten parszywy rozdział pod tytułem “Jak uporać się z przebiegłą Lwicą” w swoim życiu.
Dobrze. Chociaż bardziej martwię się o ciebie, synu z zamyślenia wyrwał go głos swojej matki, która wpatrywała się teraz w niego niczym w obrazek. Uniósł jedną brew do góry zaciekawiony tą wypowiedzią.
Co masz na myśli? zapytał. Kobieta prychnęła cicho pod nosem, wstając gwałtownie. Draco spojrzał zdziwiony tak nagłą reakcją matki.
Jak długo masz zamiar jeszcze tak żyć? Ta twoja praca cię wykańcza! Żachnęła się, wymachując przy tym rękoma. Miał ochotę odetchnąć głośno z ulgą. Przez chwilę był przekonany, że Narcyza w jakiś sposób została poinformowana o sytuacji w jakiej się znajdował. Gdyby tylko wiedziała, co tak naprawdę wydarzyło się w jego życiu oraz kto miał na to wpływ!
Zwolnili mnie palnął, zanim zdążył się porządnie zastanowić. Nie miał przecież pewności, jak kobieta zareaguje na tę wiadomość, w szczególności biorąc pod uwagę stan jej zdrowia. Magemedyk od kilku dobry wizyt wspominał mu również o problemach sercowych matki.
Wyjdzie ci to na dobre, zobaczysz powiedziała. Uśmiechnąwszy się lekko, ponownie usiadła koło niego. Będziesz miał teraz o wiele więcej czasu dla Astorii. Dziewczyna naprawdę zasługuje na swój wyczekany ślub…
Ślubu też nie będzie przerwał jej gwałtownie. Nie wiedzieć czemu, ale miał potrzebę bycia szczerym ze swoją matką, która słysząc jego odpowiedź, zamilkła i złapała go delikatnie za rękę.
Przykro mi, synu odparła w końcu. Wiedział, z jakim trudem przychodziło jej wypowiedzenie tych słów. Mimo iż kiedyś Narcyza starała się, by miał udane dzieciństwo, to uczucia, a co najważniejsze współczucie zawsze schodziły na drugi plan. Żaden członek rodziny Malfoyów nie umiał obchodzić się z tak zbędnym tematem jak miłość.
Mi nie odpowiedział, uśmiechając się krzywo w jej stronę. O dziwo miał wrażenie, że jej dotyk działał na niego dość uspokajająco.
Ta dziewczyna nigdy nie była tobie pisana, synu. Tak samo jak i twoja praca.Zmarnowałbyś na nią życie Narcyza wydawała się podchodzić do tej konwersacji aż zbyt poważnie. Niestety jednak przyznał jej rację. Owszem, dalej ciężko było mu się pogodzić z faktem, że stracił wszystko, ale skłamałby gdyby powiedział, że nie czerpał przyjemności z ostatnich dwóch tygodni.
Już i tak większość zmarnowałem.
Trudno było mu być aż tak samokrytycznym. Nie był przyzwyczajony do szukania winy w sobie. Zazwyczaj znajdował ją w innych. Teraz jednak zrozumiał, że nie może dalej ciągnąć tej bajki. Miał ochotę zaśmiać się głośno ze swoich myśli. Na brodę Merlina, od kiedy stał się tak uczuciowy? Miał nadzieję, iż po rozmowie z matką te przemyślenia znikną tak szybko jak się pojawiły.
Niczego nie zmarnowałeś, Draco. Ja i ojciec powinniśmy naprowadzić cię na lepszą drogę, zamiast posyłać cię w szeregi Czarnego Pana. Niestety czasy oraz sytuacja, w jakiej się znajdowaliśmy nie pozwalały nam na nic innego. Powinieneś w końcu ruszyć dalej z odpowiednią osobą u boku. zakończyła.
Nie wiedzieć czemu przez kilka sekund pomyślał o Granger, która mimo ich niezbyt ciekawej i urokliwej przeszłości starała się wyciągnąć z niego choćby skrawek dobra. Otwarcie mówiła mu o jego błędach, które dopiero uczył się akceptować. Nigdy nie zrobiłby dla drugiej osoby tak dużo, a zwłaszcza dla swojego byłego wroga. Była Gryfonka wydawała mu się być aż zbyt pomocna. Dalej nie rozumiał, dlaczego to wszystko robiła, ale w końcu pojął, że od samego początku starała się pomóc mu odnaleźć cząstkę dobra. W następnej chwili przypomniał sobie jednak o swoim zachowaniu podczas kolacji z Astorią i Zabinim. Miał ochotę ponownie palnąć się w głowę za doprowadzenie do takiej sytuacji. Niestety jednak, doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej impulsywności, a teraz ponosił za nie konsekwencje.
Kimkolwiek ona jest, nie daj jej odejść, Draco dodała  Narcyza, jakby czytając w jego myślach. Spojrzał na nią zdziwiony, lecz postanowił nie drążyć dyskusji. I tak już za dużo jej powiedział. Granger może nakierowała go na właściwy tor myślenia, ale naprawdę wolał ją trzymać z dala od swojego życia. Nigdy nie powinni iść na taki układ. Nieważne, jak bardzo mu pomogła między nimi nigdy nie zapanuje spokój. Jedyne, o czym teraz mógł myśleć to jak najszybsze pozbycie się jej ze swojego życia, byleby nie zranić jej jeszcze bardziej.
______________________________________________________________

Przez następnych kilka godzin miał okazję porozmawiać z matką na wszystkie możliwe tematy. Czuł, że w końcu nie zmusza siebie samego do spędzania czasu z rodzicielką. Wręcz przeciwnie, mimo ich dużego dystansu do siebie oraz czasami może zbyt ostrych wymian zdań miał wrażenie, że zrobili ogromny postęp. Poprzysiągł sobie w duchu, że będzie częściej spędzał z nią swój i tak ogromny nadmiar wolnego czasu.
Około godziny dwudziestej ruszył w drogę powrotną do Londynu. Nie cierpiał teleportacji, więc postawił na swoje zastępcze auto, które okazało się być aż zbyt przydatne ostatnimi czasy.
Po dwóch godzinach jazdy w końcu dotarł na miejsce, parkując tuż przed domem Granger. Nie wiedzieć czemu przypomniał sobie o wypadku, który spowodował zaledwie kilka tygodni temu. Wzdrygnął się na samą myśl, a następnie wysiadł energicznie z auta, po czym udał się w kierunku drzwi wejściowych.
Gdy tylko przekroczył próg domu, zorientował się, że coś jest nie tak. Doskonale pamiętał, że wychodząc, rzucił zaklęcia obronne na to miejsce. Jeszcze mu tego brakowało, żeby jakiś podrzędny mugol próbował się włamać do mieszkania Granger! Niemniej jednak bez problemu dostał się do środka, pociągając lekko za klamkę od drzwi. Dziwne było również to, że Smok nie rzucił się od razu na swojego pana szczekając wesoło w jego kierunku. Jakby tego było mało, w kilku pomieszczeniach paliło się światło.
Stare nawyki śmierciożercy kazały mu mieć się na baczności. W zawrotnym tempie wyciągnął swoją różdżkę, a następnie ruszył pewnym siebie krokiem do salonu. Tyle lat u boku Czarnego Pana nauczyło go, by być w każdym momencie przygotowanym na niebezpieczeństwo. Z tą domeną wszedł do salonu. Ku jego zdziwieniu, pomieszczenie okazało się być puste.
Doszło już do tego, że chcesz mnie zabić, Malfoy?usłyszał nagle zza
swoich pleców. W zawrotnym tempie odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, by w końcu stawić czoła intruzowi. W pierwszej chwili nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Po chwili jednak zdał sobie sprawę, z kim ma do czynienia. Nabrał głęboko powietrza, a następnie zwrócił się do kobiety, prawie zapominając o różdżce, która cały czas była wymierzona w przeciwnika.
Granger, jakże cholernie miło cię widzieć.

___________________________________________________________________
Zmieniła się. Może to głupio zabrzmieć, biorąc pod uwagę, że widział ją dwa dni temu, lecz naprawdę miał wrażenie, jakby straciła parę kilo. W żadnym wypadku nie wyglądała źle, lecz bez problemu mógł rozpoznać jej sińce pod oczami oraz przygaszony wzrok, jakim go obdarzyła. Zdawać by się mogło, że Gryfonka była na wyczerpaniu swoich sił. Mimo to poczuł ekscytację oraz przerażenie na jej widok. Z jednej strony naprawdę niecierpliwie czekał na to spotkanie. Z drugiej jednak, cała sytuacja, a zwłaszcza własne uczucia zbytnio go przerastały.
 Myślałam, że jak tylko zniknę, wrócisz do siebie jej głos zdawał się być silny i pewny siebie, co jeszcze bardziej zaskoczyło Dracona. Jak widać, Granger jednak doszła do siebie.
Aż tak źle o mnie myślisz? zapytał ironicznie. Kobieta wzruszyła lekko ramionami, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie oczekiwała od niego zbyt wiele.
Jesteś po prostu nieprzewidywalny rzuciła, szybkim krokiem wymijając go w przejściu między salonem a przedpokojem, po czym jednym machnięciem różdżki przywołała do siebie kieliszek wina z jednego z małych stolików.
Nie spodziewał się, że aż tak bardzo ruszą go słowa Gryfonki. Nie kontrolując swoich odruchów, prychnął głośno. Owszem, przesadził podczas kolacji z Zabinim, lecz to nie znaczyło, że tak łatwo można go było obrażać.
Nie przesadzaj żachnął się. W powietrzu można było wyczuć coraz bardziej napiętą atmosferę między dwojgiem byłych wrogów. Draco naprawdę miał wrażenie, że ponownie znajdują się w Hogwarcie, gdzie wykorzystywał każdą okazję do poniżenia byłej Gryfonki. To tym bardziej utwierdziło go w przekonaniu, iż tak naprawdę Granger zachowała swój stary, solidny charakter.
Czarownica popatrzyła na niego dość krytycznie, lecz nie odezwała się ani słowem. Wiedział, jak dużo ją to kosztowało. Niestety jednak, nie miał zamiaru jej odpuszczać. Czekał na ten moment dobre dwa dni, tak więc z czystym sumieniem chciał kontynuować konwersację.
Gdzie byłaś? rzucił po chwili niekomfortowej ciszy.
To chyba nie twój interes, Malfoy odparła. Dystans z jakim odnosili się do siebie nawzajem doprowadzał go do szaleństwa. Z jakiegoś powodu naprawdę nie chciał dłużej kłócić się z kobietą.
Chyba jednak mój, skoro zniknęłaś bez słowa warknął, prawie tracąc nad sobą kontrolę. Na brodę Merlina, miał już dość tej szurniętej baby! Najpierw prosisz mnie o zamieszkanie z tobą, a teraz znowu mam wrażenie, jakbyś tylko chciała się mnie jak najszybciej pozbyć. Nie jesteśmy już dziećmi, Granger. Zrozum, że świat nie czeka wiecznie na twoje zbawienie - wytknął jej, zanim zdążył się porządnie zastanowić. Prawdę mówiąc, nie powiedział nic, co mijałoby się z prawdą. Może i udało mu się dotkliwie zranić Granger, lecz ta chyba już zapomniała, na co tak naprawdę się zgodziła.
Nikt nie zmuszał cię do tej decyzji, Malfoy. Chyba oboje wiemy, że twój charakter chyba nigdy się nie zmieni. Byłam zbyt głupia i naiwna by w to wierzyć.
Wiedział, że miała rację. Ba! Sam przecież kilka godzin wcześniej omawiał tą kwestię ze swoją matką. Teraz jednak miał wrażenie, że coś w jego sercu stanowczo zaprotestowało. Może i był potworem, lecz z całej siły chciał udowodnić sobie, a przede wszystkim Granger, że nie jest do końca przesiąknięty złem. Widząc wyraźną niechęć na twarzy kobiety, poczuł przypływ nagłej determinacji.  
Kierując się adrenaliną, w przeciągu kilku sekund znalazł się tuż przy Granger. Jednym zwinnym ruchem, postawił kieliszek wina na szafce obok, a następnie delikatnie podniósł podbródek Gryfonki, tak by w końcu mogli popatrzeć sobie w oczy. Kobieta w pierwszym momencie próbowała uwolnić się z danej sytuacji, lecz szybko odpuściła, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały.
Może zabrzmieć to dość ckliwie, lecz wydawało mu się, jakby cały świat na sekundę stanął w miejscu. Po raz kolejny trzymał brunetkę tak blisko siebie i bez problemu mógł wyczuć jej przyspieszone bicie serca. Podświadomie dziękował Merlinowi za to, iż kobieta nie była w stanie odczytać jego myśli. Nie było to bowiem dla niego łatwe, nachylać się nad byłą Gryfonką, która przez te kilka tygodni tak efektywnie zmieniała jego dotychczasowe życie, i po prostu nie dać ponieść się emocjom. Jakaś cząstka w nim naprawdę chciała, by ich zbliżenie skończyło się zupełnie inaczej. Musiał jednak trzymać swoje fantazje na wodzy.
Wiem, że cię rozczarowałem, Granger. Przeprosiłem za to raz i zrobię to po raz kolejny, jeżeli będzie taka potrzeba. Jedyne czego chyba jeszcze nie pojmujesz to fakt, że nie jestem tchórzem. Obiecałem ci spędzić z tobą ten miesiąc i taki mam też zamiar szepnął prosto w jej usta, coraz boleśniej odczuwając swoje pragnienie. Cholera jasna, od kiedy to aż tak reagował na jej bliskość?
I mam ci tak po prostu w to uwierzyć, Malfoy? spytała, ani przez sekundę nie odrywając od niego wzroku. Jej brązowe tęczówki zdawały śledzić się każdy, nawet najmniejszy jego ruch. W głębi duszy musiał przyznać, że naprawdę czerpał przyjemność z tej jakże poważnej, napiętej konwersacji.
Zrobię co w mojej mocy, by ci to udowodnić - odpowiedział dość pewnie, a na jego twarzy pojawił się szarmancki uśmiech. Jeszcze chwila, a nie opanuje swojego pożądania względem kobiety.
Niespodziewanie, brunetka zaśmiała się krótko, lekko odpychając od siebie Ślizgona. Ledwo powstrzymał swoje oburzenie.
Jesteś tego pewien? uniosła jedną brew do góry na znak zainteresowania. Przez chwilę mógł zobaczyć w jej oczach oczach iskierki radości. Tak więc przekonajmy się o tym.



Od autorki :

Miłego czytania! Kolejny rozdział pojawi się za dwa tygodnie!