wtorek, 23 stycznia 2018

Rozdział 13

Nie miał pojęcia, jak poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Wszystkie myśli wyparowały z jego głowy. Jedyne co towarzyszyło mu bez przerwy to ta cholerna pustka, która nie miała zamiaru opuścić go w przeciągu następujących godzin. Miał wrażenie, jakby każdy najmniejszy kawałek jego ciała został sparaliżowany. Płytki nerwowy oddech, dudniące serce w klatce piersiowej oraz kropelki potu na czole wcale nie ułatwiał sprawy.  Nie pamiętał kiedy ostatnio miał przyjemność doznać tak obcych mu emocji.
Rozglądnął się rozkojarzony po pokoju, starając się odzyskać choćby najmniejszą kontrolę nad wydarzeniami, które miały miejsce. Na moment, zamknął oczy, by przypomnieć sobie jakim cudem mógł aż tak doszczętnie zniszczyć ten wieczór. Rzadko co miewał wyrzutu sumienia. W każdym wypadku udawało mu się dostrzec winę w kimś innym. Nawet jeżeli sytuacja wydawała się być jednostronna. Przywykł do swojego samouwielbienia oraz zadufania. Teraz jednak miał wrażenie, że zapadnie się pod ziemię ze wstydu. Naprawdę nie rozumiał swojego zachowania ani wydarzeń, które miały miejsce.
Jesteś nikim, Granger “  wypowiedziane przez niego słowa dalej dudniły mu w głowie, przyprawiając go o ciarki. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ze swojego bezczelnego zachowania. Trudno mu było przyznać przed sobą, że naprawdę postąpił źle. Wręcz karygodnie, zważając na dalszy rozwój wydarzeń. W dodatku wzrok, którym obdarzyła go jego towarzyszka sprawiał, iż poczuł się jeszcze gorzej. Każda, nawet najmniejsza nić zaufania, jaką udało im się zbudować w przeciągu tych kilkunastu dni legła w gruzach. To akurat powinno być jego najmniejszym problem. Dudniące w klatce piersiowej serce raz po raz przypominało mu o dramatycznej sytuacji.
Nabrał głęboko powietrza, powoli kierując wzrok na leżącą na kanapie Granger. Gdyby nie świadomość ostatnich kilku minut, pomyślałby, że kobieta po prostu oddała się we władania morfeusza. Dalej wyglądała atrakcyjnie. Usta, choć tak bardzo sine, dalej kusiły każdego mężczyznę o zdrowych zmysłach a lekko co zaróżowione policzki sprawiały, iż naprawdę powątpiewał w jej zły stan. Z całej siły pragnął sobie wmówić, że w żadnym wypadku kobieta nie zemdlała kilkanaście minut temu.
Klękając przy swojej towarzyszce, wyciągnął różdżkę i dla upewnienia się o jej stabilnym stanie, rzucił zaklęcie lecznicze. Jak na zawołanie, biała, ledwo co widzialna mgiełka otoczyła ciało Hermiony, by za chwilę zniknąć prawie tak szybko, jak się pojawiła. Odetchnął z ulgą. Był beznadziejny jeżeli chodziło o takie typu czary, lecz zdołał pojąć podstawowe formułki, mające na celu leczyć drobne rany, czy też stwierdzić o stanie poszkodowanego. Był wdzięczny Merlinowi, że Granger nie wykazywala jakichkolwiek złych symptonów. Poza tym, raz po raz budziła się a następnie rozglądała się rozkojarzona po całym pomieszczeniu. Za każdym razem, nie miał pojęcia co powiedzieć ani jak się zachować. Nie miał nawet okazji, by wykrztusić z siebie słowa, bo kobieta ponownie zapadała w sen.
Popatrzył rozkojarzonym wzrokiem w jej kierunku, a następnie złapał się za głowę. Naprawdę nie miał pojęcia czy będzie w stanie kiedykolwiek wybaczyć sobie zaistniałą sytuację. Wiedział, że to jego wina. Był potworem, pracoholikiem oraz zadufanym w sobie arystokratą, który nigdy nie zwracał uwagi na ludzi, cierpiących w okół niego. Astoria była najlepszym przykładem na to, że nikt ani nic nie mogło zmienić jego toku myślenia. Granger, choć tak niewinna i dobra, podniosła rzuconą rękawicę i starała się jak tylko mogła. Cholera jasna, od kiedy stał się taki emocjonalny? Naprawdę żałował swoich czynów, a to powoli zaczęło go przerażać.
Granger mruknął, a następnie pod wpływem emocji ujął ją lodowatą rękę. Nabrał głęboko powietrze, by dodać sobie otuchy Przepraszam powiedział wypranym z emocji głosem. Nie stać było go  na pokazanie wszystkich uczuć, które teraz przejęły kontrolę nad jego ciałem. Sam fakt, iż zdołał się wypowiedzieć tak znaczące słowa były jak cud bożonarodzeniowy. Przepraszam cię, że byłem takim okropnym dupkiem, słyszysz? Za wszystkie wyzwiska i za nabijanie się z twojego pochodzenia. Cholera, wiem, że jestem złym człowiekiem, ale naprawdę nie chcę, by odbiło się to na tobie.
Sam nie wiedział, kiedy odważył się otworzyć przed kobietą. Miał jednak potrzebę wypowiedzenia tych słów na głos, mimo iż doskonale zdawał sobie sprawę z jej stanu. Chciał powiedzieć jej jak bardzo żałował, że wpuścił ją do swojego życia. Jedyne czego w życiu pragnął to nie skrzywdzić jej dobrego serca. Może i był świnią, ale Granger w żadnym wypadku nie zasłużyła sobie na takie traktowanie.
Zrobię wszystko, tylko wyzdrowiej, dziewczyno szepnął, mocniej ściskając jej rękę. Mimo iż kobieta nie zareagowała na jego monolog, to i tak łudził się, że go usłyszała. Nie miał pojęcia, kiedy znowu odważy się wypowiedzieć, tak znaczące dla niego słowa. Pierwszy raz od pobytu w Azkabanie, gdzie dementorzy wyssali z niego całą pozytywną energię i wspomnienia, przyznał się do swojego paskudnego charakteru.
Dopiero teraz zrozumiał, że nie mógł winić Astorii za to, iż zdradzała go po bokach. Gdyby tego nie robiła, może skończyłaby tak samo jak Granger.
Malfoy? przerażony głos dochodzący tuż zza jego pleców wyrwał go z dumania. Puszczając rękę kobiety, odwrócił się gwałtownie a następnie uniósł różdżkę w górę, by zasygnalizować swój stan gotowości. Dopiero po chwili opuścił ją z wyraźną ulgą.
 Potter  odparł, przyglądając się roztrzęsionej twarzy Wybrańca. Już prawie zapomniał, że niecałe piętnaście minut wysłał sowę do Okularnika, by jak najszybciej pojawił się w domu Granger. W tym wypadku, mało co obchodził go fakt, że zdradzi swoje powiązania z Granger. Jedyne co naprawdę się dla niego liczyło to stan zdrowia kobiety. Nie chciał deportować się z Hermioną w takim stanie. Po pierwsze bał się, że jego brak koncentracji odbije się rozszczepieniem ich obojga a po drugie naprawdę wątpił, by Gryfonka zniosła tak potężne czary.
 Coś ty jej zrobił? spytał Potter, wpatrując się z czystą nienawiścią w oczy Dracona. Wyrzuty sumienia szybko wróciły na właściwie miejsce. Przez moment miał wrażenie, że zapadnie się pod ziemię, lecz szybko odgonił od siebie te upokarzające wyobrażenie.
 Zemdlała  wykrztusił po chwili, starając się nie zdradzić swoich emocji. 
Potter spojrzał na niego krzywo, lecz o dziwo przytaknął delikatnie dłonią, nie komentując jego krótkiej wypowiedzi. Zamiast tego podszedł do Granger i tak jak uczynił to Draco kilka minut temu przyklęknął przy niej. Na pierwszy rzut oka od razu było widać, że mężczyzna naprawdę martwił się o kobietę. Ujął delikatnie jej dłoń, a następnie zaczął rzucać czary, które jak Draco przypuszczał, miały sprawdzić jej stan zdrowia. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Potter zna się na tym o wiele lepiej niż on sam. Jako auror musiał zdać przecież potrzebne egzaminy. Dlatego też stał z boku, nawet nie próbując mu przeszkadzać w jego poczynaniach.
Dopiero po dziesięciu minutach zaprzestał swoich poczynań. Westchnął głęboko, wstając pośpiesznie.
 Jej stan jest stabilny  wymamrotał bardziej do siebie niż do Dracona.  Gdy tylko się obudzi, zabiorę ją na badania do Munga  dodał, tym razem wpatrując się intensywnie w oczy Malfoya. Ślizgon kiwnął głową, dalej trzymając się na uboczu. Nie chciał przyznać się przed Potterem, jak bardzo zależało mu na stanie Granger.
 Jestem ci bardzo wdzięczny, że wysłałeś do mnie sowę, Malfoy powiedział okularnik.
 Przecież to chyba jasne  odparł, wzruszając ramionami  Przyjaźnicie się od lat  dodał, po raz kolejny wpatrując się w twarz Granger. Dopiero teraz powoli zdał sobie sprawę, że reakcja Pottera nie spełniała jego wyobrażeń. W porównaniu do niego samego, Okularnik wydawał liczyć się z zaistniałą sytuacją. Mimo troski wypisanej na twarzy, udało mu się zachować odpowiedni spokój. Draco był pewny, że Wybraniec znał odpowiedź na wszystkie pytania oraz przyczyny omdlenia kobiety.  Poza tym, nawet przez chwilę nie zdziwił go widok Ślizgona w mieszkaniu Granger.
 Powiedz mi, Potter, co tu się do cholery dzieje?  spytał, gdy powoli przyswoił wszystkie informacje.
W odpowiedzi, młody mężczyzna westchnął donośnie, a następnie udał się w stronę barku, z którego wyciągnął ognistą whisky. Wskazał ręką miejsce przy stole, proponując tym samym, by Draco do niego dołączył.
Cała zaistniała sytuacja wydawała mu się naprawdę przedziwna. Nigdy w życiu nie przypuszczał, że któregoś dnia będzie miał przyjemność spędzać czas z Potterem. Było to chyba dla niego największą hańbą w całym swoim żałosnym życiu, a widział już naprawdę wiele. Nigdy nie lubił Wybrańca. Zawsze widział w nim dzieciaka, zwykłą sierotę, która w każdym możliwym momencie starała się przyciągnąć uwagę wszystkich na około. Oczywiście wszyscy byli tak ślepi i nabierali się za każdym razem na sztuczki Pottera. Tylko nieliczni zdawali sobie sprawę z jego potrzeby bycia w centrum uwagi.
Trudno mu było przezwyciężyć swoją dumę i usiąść wraz ze swoim odwiecznym wrogiem. Niemniej jednak, spoglądając kątem oka na Granger, która wydawała się być teraz taka niewinna i krucha, szybko podjął właściwą decyzję. Był jej to winny i doskonale o tym wiedział.
Powoli, do końca nie przekonany co do swoich nowych poglądów względem Wybrańca, usiadł przy stole, zajmując miejsce jak najdalej od swojego towarzysza. Używszy  zaklęcia Accio” przywołał do siebie szklankę, a następnie nalał do niej  zaproponowany przez Okularnika trunek. Przez chwilę zapadła między nimi dość niekomfortowa cisza. Mimo jego najzwyczajniej ciekawości co do spraw między Granger a Potterem, nie odezwał się ani słowem, spokojnie czekając na rozwój wydarzeń. Jako biznesmen nauczył się być cierpliwym. Doskonale wiedział, że musi pozwolić Wybrańcowi zebrać wszystkie myśli.
W między czasie zaczął przyglądać się twarzy byłego Gryfona. Jak miał przyjemność zauważyć parę dni temu, młody mężczyzna wyglądał na zmęczonego oraz zestresowanego. W dodatku nowa blizna na policzku w żadnym wypadku nie dodawała mu uroku. Miał ochotę parsknąć śmiechem. Nigdy nie umiał zrozumieć kobiet, które szalały za Wybrańcem. Był równie wielce zdziwiony gdy w czwartej klasie, szanowna pani Rita Skeeter poinformowała swoich czytelników o wielkiej miłości między Potterem a Granger. Owszem w tamtych czasach ani przez chwilę nie darzył dziewczyny sympatią, lecz nigdy nie wyobrażał ją sobie z jednym z przygłupów. Mimo swojej nienawiści, uważał, że kobieta była po prostu zbyt mądra na związanie się z Wieprzlejem czy też Okuarnikiem. Trudno mu było pojąć dlaczego w ogóle wybrała sobie ich na przyjaciół oraz jakim cudem dostała się do Gryffindoru. Nawet on, arogancki i zadufany w sobie Ślizgon nigdy był w stanie przeoczyć jej inteligencji.  Ponownie spojrzał na Gryfonkę, starając się nie zdradzić swoich emocji , które ponownie zagościły w jego zlodowaciałym sercu.
 Zawsze starałem się ją zrozumieć  zaczął Potter, odganiając go
drastycznie od swoich myśli. Zaciekawiony wypowiedzią Wybrańca skupił na nim całą uwagę.  Ale czasami naprawdę trudno jest mi pojąć jej decyzję  kontynuował, spoglądając na Dracona, który z każdą sekundą czuł się coraz bardziej niekomfortowo. Z jednej strony naprawdę chciał dowiedzieć się dlaczego Granger nie utrzymuje kontaktu ze swoim najlepszym przyjacielem. Mimo to, miał wrażenie, że nie powinno go to obchodzić. Nie należał do ich świata, dlatego też nie miał prawa mieszać się w nieswoje sprawy. Niemniej jednak nie zrobił nic by przerwać budującą się konwersację.
 Uwierz mi, doskonale wiem o czym mówisz odparł, popijając whisky, która wydawała się działać na niego lepiej niż kiedykolwiek. Gdy tylko poczuł charakterystyczny dla trunku ogień w gardle od razu poczuł się pewniej.
Nigdy nie przypuszczałem, że wyskoczy z aż tak ekstrawaganckim pomysłem. Kto normalny wpadłby na pomysł spędzenia czterech tygodni z ludźmi, których nie da się zmienić.  Potter westchnął głęboko, tym samym zbierając kolejne myśli napływające do jego głowy.
Draco milczał przez kilka sekund. A więc wszystko jasne. Gryfon wiedział o jej zwariowanym planie zmieniania świata. Był pewny, że w momencie, w którym pierwszy raz przekroczył jego biuro, Wybraniec doskonale zdawał sobie sprawę o jego potajemnych spotkaniach z Granger.
 A ja nigdy nie przypuszczałem, że zgodzę się na takie szaleństwo. Jak
widać, życie umie zaskakiwać, Potter  odpowiedział, uśmiechając się przy tym krzywo.  Nie wiń jej za to, że stara się dostrzec dobro nawet w takim potworze jak ja dodał po chwili, zaskakując tym samym swojego towarzysza, który popatrzył na niego z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy.
Nie mam i nigdy nie miałem takiego zamiaru, Malfoy  powiedział.
 To po co te bujdy na temat śmierciożerców?  Nie mógł powstrzymać tego pytania, które cały czas siedziało mu w głowie.  Doskonale wiesz przecież, że Granger nawet muchy by nie tknęła.
 A  jak ty byś inaczej przekonał ją do jakichkolwiek rozmów?  Potter przerwał mu drastycznie. Draco prychnął w  odpowiedzi, ledwo co pojmując głupotę Wybrańca.
 Nie wiem o co wam poszło, ale nigdy nie przypuszczałem, że będziesz się chwytał aż tak banalnych i głupich środków. Gratulacje, właśnie osiągnąłeś dna  zironizował. Naprawdę nie rozumiał jak można być aż takim idiotą. W dodatku  wizyty w gabinecie Okularnika były tylko wymówką, by dowiedzieć się o stanie kobiety. Czasami miał wrażenie, że Wybrańcowi brakuje kilku ważnych komórek w mózgu.
 Staram się jej tylko pomóc!  oburzył się brunet.  Nawet nie wiesz, jak cholernie ciężko jest dojść z nią do jakiegokolwiek kompromisu. Ona nie widzi, jak bardzo rani osoby, które zrobiłyby dla niej naprawdę wszystko. Znam ją od dziecka, Malfoy, jest dla mnie jak rodzona siostra. W żadnym wypadku nie pozwolę jej podejmować decyzje, które zniszczą jej życie. Sam widzisz, jak to się kończy  kątem oka spojrzał na Gryfonkę.  Nie chcę, by moje dzieci wychowywały się bez matki chrzestnej  westchnął, dając całkowity upust swoim emocjom.
 Zaraz, zaraz… twoje dzieci?  spytał Draco wyraźnie rozkojarzony tak nagłą zmianą tematu. Nie spodziewał się aż tak drastycznego wyznania. W dodatku wypowiedziane przez Pottera słowa, dały mu do myślenia. Decyzje, które zniszczą jej życie? Wątpił, by naprawdę chodziło mu o eksperyment Hermiony. Był pewien, że zarówno Potter jak i Granger nie mówią mu prawdy. Ponadto dalej nie widział logicznego wytłumaczenia jej omdlenia.
Ginny jest w ciąży  odparł w końcu Wybraniec, wypijając na raz całą zawartość szklanki. Draco uśmiechnął się krzywo, teraz wyraźnie widząc panikę na twarzy swojego towarzysza. Że też nie wpadł na to wcześniej!
 A więc dlatego wyglądasz jak marna sklątka wybuchowa  zakpił. Jakież było jego zdziwienie, gdy Okularnik zaśmiał się krótko, i obdarzył go rozbawionym spojrzeniem.
 Obawiam się, że tak, Malfoy  wzruszył leniwie ramionami.  Nie udźwignę tego wszystkiego bez Hermiony.  dodał po chwili. Draco wywrócił oczami, nawet nie próbując zrozumieć użalającego sie nad sobą Pottera. Owszem, uważał, że mężczyzna jest jeszcze zbyt młody na dziecko, lecz w gruncie rzeczy, nie było nic złego w byciu ojcem. Astoria parę razy wspominała o powiększeniu rodziny, ale zawsze szybko i drastycznie zmieniał temat. Nie był gotowy na taką odpowiedzialność. W dodatku praca zawsze była jego największym priorytetem. Nie był w stanie poświęcić tak dużo dla dziecka. Mimo to, któregoś dnia i z odpowiednią kobietą u swojego boku, chciał spełnić się w roli rodzica. Miał tylko nadzieję, że pójdzie mu to o wiele lepiej niż Lucjuszowi, który zawiódł w każdym możliwym znaczeniu tego słowa.
 Będziesz dobrym ojcem, Potter, o to się nie martw. Postaraj się tylko, by młody nie był aż tak zarozumiały i głupi jak ty  miał nadzieję, że Wybraniec zrozumiał złożone przez niego gratulacje. Wątpię, by Granger przegapiła okazję maltretowania twoich dzieci, poprzez prawienia im wykładów na temat wolności skrzatów domowych. Prędzej czy później wszystko będzie po staremu  powiedział, przekonany o swoich racjach.
 Na to może jednak nie wystarczyć czasu mruknął bardziej do siebie niż do Malfoya, który uniósł jedną brew do góry.
Co masz na myśli?  spytał, zaciekawiony tą wypowiedzią. Potter jednak westchnął ponownie, posyłając troskliwy wzrok w stronę Granger.
 Hermiona jest tajemniczą osobą, Malfoy. Może któregoś dnia zaufa ci na tyle by powierzyć ci jeden z jej sekretów.
Trudno mu było jakkolwiek odpowiedzieć na tą zaczepkę. Wyrzuty sumienia, które tak dobrze ukrywał podczas całej ich rozmowy zdawały się powrócić na swoje miejsce. Po raz kolejny tego wieczoru zrozumiał bowiem, że listopad ponownie odebrał mu coś, co powoli zaczynało mieć dla niego wartość.


________________________________________________________________
 Jak myślisz, Draco, kiedy wróci Miona? Malfoy wywrócił oczami, słysząc to pytanie. Po dwóch dniach spędzonych z Nickiem naprawdę przestał liczyć ile razy chłopak zadał to pytanie. Powoli naprawdę tracił cierpliwość do dzieciaka, który w gruncie rzeczy prześladował go odkąd został sam w mieszkaniu Granger. Brunetka wraz z Potterem udała się do Munga, gdy tylko odzyskała przytomność. Nie miał nawet chwili by zamienić z nią chociażby zdania, gdyż Wybraniec z całej siły nalegał na jak najszybszą kontrolę lekarską.
Nie mam pojęcia, młody, i lepiej by było gdybyś przestawał zadawać takie pytania  odparł, próbując zachować spokój.
Rozglądnął się po Oxford Street i prawie automatycznie prychnął pod nosem, widząc masę ludzi grasujących po sklepach, którzy z wielkim zapałem szykowali się na nadchodzące święta bożego narodzenia. Biorąc pod uwagę, że był środek listopada, naprawdę trudno było mu pojąć ich logikę. Niemniej jednak, dał się przekonać na krótki wypad do miasta, by zaprowadzić swojego podopiecznego do matki, która jak dowiedział się od dzieciaka, pracowała w jednym ze sklepów. Udało mu się nawet wstąpić z Nickiem do jego ulubionej restauracji, gdzie zajadali się goframi przez dobrą godzinę. Musiał przyznać, że towarzystwo dzieciaka poprawiało mu jego samopoczucie. Owszem, Nick był cholernie uciążliwy i nie dawał mu ani minuty spokoju, lecz dzięki temu mógł skoncentrować się na czymś innym, niż na niekończącym się czekaniu na Granger.
Powoli naprawdę tracił cierpliwość. Kobieta nie dawała ani jednego znaku życia od ponad dwóch dni. Doskonale wiedział, że nie spędza czasu w świętym Mungu. Potter życzliwie przysłał mu sowę z wiadomością, iż Hermiona potrzebuje spokoju i za parę dni wróci do domu. W tym czasie on miał zająć się mieszkaniem i dzielnie wypatrywać przybycia Gryfonki. Poczuł jak złość znowu przybiera na sile. Doskonale rozumiał, dlaczego brunetka nie chciała spędzić z nim najbliższych dni, ale cholera jasna! To trwało już za długo. Chciał wreszcie wytłumaczyć najważniejsze dla niego rzeczy i zakończyć definitywnie ten rozdział. Miał bowiem przeczucie, że ich układ już dawno przestał mieć znaczenie.
 Myślisz, że o nas zapomniała?  spytał Nick, przypatrując się bacznie jego twarzy.
Draco uśmiechnął się w jego kierunku a następnie poczochrał mu włosy.
 O tobie przecież nie da się zapomnieć. Jesteś na to zbyt wkurzający
odpowiedział, by pocieszyć chłopaka, który w odpowiedzi wystawił mu język. Ponownie przekręcił oczami widząc zachowanie swojego podopiecznego. W głębi serca jednak czerpał przyjemność z owocnie spędzonego dnia. Zdążył przyzwyczaić się do charakteru chłopaka i do jego spontanicznych wizyt w domu Granger.  Musiał przyznać, że dzięki obecności chłopca poczuł się zdecydowanie lepiej, zważając na brak towarzystwa. Oczywiście Smok nie odstępował go na krok, lecz psiak wydawał się być równie przygaszony jak on. W dodatku wyrzuty sumienia dalej zżerały go od środka z bolesnym skutkiem. Nie marzył o niczym innym, jak o powrocie towarzyszki, byleby móc porozmawiać z nią na kilka tematów.
Kilka minut później, odprowadził chłopaka do jednego ze sklepów. Obserwował bacznie, jak malec wpada w ramiona swojej matki, która ani przez chwilę nie zwróciła na niego uwagi, będąc całkowicie pochłonięta pracą. Prychnął pod nosem.
Nie rozumiał po jaką cholerę kobieta dorobiła się dziecka, gdy nie poświęcała mu ani jednej wolnej chwili. Sam doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji wychowywania się bez rodziców. Narcyza, choć w późniejszych latach starała się nadgonić stracony czas, nigdy nie miała okazji, by w pełni poznać swojego syna. Bardzo prędko zachorowała a on w żadnym wypadku nie odczuwał pragnienia odwiedzania jej więcej niż raz w miesiącu. Po pierwsze, nigdy nie mógł znaleźć na to czasu a po drugie nie chciał oglądać jej cierpienia. Może i nie darzył jej odpowiednim szacunkiem, ale to właśnie ta kobieta zawsze brała odpowiedzialność za jego błędy. Gdy w szóstej klasie nie udało mu się na czas naprawić szafki zniknięć, Narcyza wzięła całą winę na siebie, broniąc go przed gniewem Czarnego Pana. Dopiero teraz powoli dochodziło do niego, co tak naprawdę tracił. Poprzez pracę oraz wieczny stres, prawie zapomniał jak bardzo był kiedyś przywiązany do Narcyzy. Przed oczami stanął mu obraz własnej matki, która z wielkim zapałem wyciągała go na jego ulubione gofry. Doskonale pamiętał jego podekscytowanie oraz zapał, gdy kelnerka przyniosła mu podwójną porcję. Doprawdy nie miał pojęcia, czemu to wspomnienie aż tak bardzo utkwiło mu w głowie. Niemniej jednak poczuł się zdecydowanie gorzej na samą myśl o swoim dzieciństwie. Powoli miał naprawdę dość tych wahań emocjonalnych.

Zamyślony, ponownie spojrzał na Nicka, który z przejęciem zaczął opowiadać coś swojej matce.  Poczuł jak coś w jego sercu przez chwilę zadrżało a następnie w ułamku sekundy podjął tak ważną dla niego decyzję. Gdy tylko oddalił się wystarczająco od mugolskiej ulicy, teleportował się z głośnym trzaskiem, by w końcu zmierzyć się ze swoją przeszłością.
__________________________________________
Od autorki :

Witam wszystkich w ten deszczowy styczniowy dzień. Przyznam szczerze, że z trudem pisało mi się ten rozdział. Nie miałam zbytnio pomysłu na rozwój wydarzeń, które doprowadziłyby do tak kluczowego momentu. Niemniej jednak, obiecuję, że następny pojawi się szybciej oraz będzie przepełniony akcją. Pamiętajcie o zasadzie : CZYTAM - KOMENTUJĘ!
Do usłyszenia


wtorek, 5 grudnia 2017

Rozdział 12 „Wpływy przeszłości"

( Rozdział niezbetowany - proszę mieć wyrozumienie)

Na świecie nie było ani jednej rzeczy, którą by uwielbiała bardziej niż zapach świeżo co upieczonych ciastek z malutkiej kawiarenki, znajdującej się naprzeciwko jej miejsca zamieszkania. Za każdym razem pyszne słodycze wprawiały ją w dobry nastrój, co było wręcz do niedopomyślenia zważając na przykrości, które przydarzyły jej się  w ostatnim czasie.
I jak wrażenia? skierowała swoje pytanie do swojego młodego towarzysza.
Pycha! Muszę powiedzieć mamie o tym miejscu! Nick aż promieniował radością, zajadając się specjalnością miejsca. Nie mogła powstrzymać chichotu, który nieproszony wydobył się z jej ust. Tak bardzo kochała spędzać czas z tym łobuziakiem. Nick mając zaledwie osiem lat zdołał nauczyć ją więcej niż każdy czarodziej. Jego upór jak i sama frajda z życia dodawały jej siły, by przetrwać te trudne momenty w jej życiu.
Może zaniesiemy jej parę do pracy? zaproponowała, delikatnie popychając przy tym drzwi wyjściowe. Świeże, ciepłe powietrze sprawiło, iż przez moment zakręciło jej się w głowie. Nie dała jednak tego po sobie poznać i dzielnie przybrała jeszcze bardziej promienny uśmiech na twarzy, gdy chłopczyk kiwnął energicznie głową na znak zgody.
Zabierzemy ze sobą Września? zapytał niepewnie, a na jego twarzy od razu zagościł rumieniec.
Niestety, dzisiaj Wrzesień robi sobie wolne od nas. Nie sądzisz, że ostatnio dość go zamęczyliśmy? powiedziała, czochrając mu przy tym włosy.
Nie chciała w żadnym wypadku naciskać na swojego tymczasowego partnera, by spędzał swój wolny dzień w ich towarzystwie. Nauczyła się akceptować przestrzeń, który potrzebował każdy z nich. Mimo to, cieszyła się z rezultatów, jakich udało jej się osiągnąć w tak krótkim czasie. Owszem, na początku miała wątpliwości, ale koniec końców wszystko poszło po jej myśli. Mężczyzna przeprowadził się do niej szybciej niż by pomyślała. Gdyby tego mało, zdawało się, że naprawdę zaczął czerpać przyjemność z tego nowego doświadczenia.
No dobra. Nick westchnął dramatycznie, po czym puszczając dłoń swojej
opiekunki ruszył przed siebie, przebiegając energicznie koło przechodniów. Ponownie tego dnia nie mogła powstrzymać uśmiechu, który wręcz nie znikał z jej twarzy. Dzisiejszy dzień zdawał się przynosić same miłe niespodzianki. Mijając kolejną ulicę, postanowiła przystać na chwilę, by podelektować się promieniami słońca, ocieplające jej twarz. Wiedziała, że Nick czeka na nią tuż za rogiem, więc nie miała powodów do obaw. Przymknęła leniwie oczy, pozwalając by wszystkie niepotrzebne myśli i zmartwienia odpłynęły w niepamięć. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak dziwnie musiała wyglądać, lecz nie miała z tym najmniejszego problemu. Już dawno zrozumiała, że się wyróżnia. Nie tylko ze względu na bycie czarownicą. Jeżeli ktoś tego nie akceptował, potrafiła się z tym pogodzić.
Dopiero gdy poczuła jak pewien przechodzień niefortunnie potrąca ją o prawe ramię otworzyła powoli oczy. Postać młodego mężczyzny, ubranego w wykwintny garnitur z masą blond włosów na głowie zdawała się hamować każdy promyk słońca w jej kierunku.
Uważaj jak chodzisz wariatko! Jeszcze nigdy nie spotkała się z człowiekiem, który potrafił odnieść się do niej z taką wielką nienawiścią. Po chwili zaskoczenia, przyjrzała mu się dokładniej. Szare oczy, trzydniowy zarost oraz starannie ułożone blond włosy aż zbytnio przypominały jej o swoim zaciekłym wrogu, jakim był Draco Malfoy. Musiała przyznać, że dalej zachował swój paskudny charakter. Mimo to, nie dając nic po sobie poznać, uśmiechnęła się przepraszająco.
Proszę mi wybaczyć  odparła z całej siły siląc się na uprzejmość w jej głosie. Nie miała wątpliwości, że młody mężczyzna jej nie poznał. Wcale mu się nie dziwiła. Krótkie włosy, błogi uśmiech na twarzy. To wcale nie pasowało to jej dotychczasowego życia wypełnionym stresem oraz zwalczaniem zła.
Gówno mi po twoich przeprosinach warknął na odchodne, po czym szybkim
krokiem opuścił miejsce zdarzenia.
Zaciekawiona jego zachowaniem, przez chwilę obserwowała jego znikającą w tłumie sylwetkę. Następnie kręcąc leniwie głową na znak zrezygnowania, ruszyła przed siebie. Tak jak się spodziewała, tuż za rogiem czekał na nią nie kto inny jak sam Nick.
Kim był ten Pan, Mionka? spytał z wyraźną troską w oczach. Nie odpowiedziała mu. Uśmiechnęła się jednak do niego zadziornie, a w myślach przyrzekła sobie, że któregoś dnia przyjdzie również kolej na zadufanego w sobie Dracona Malfoya. Choćby miała męczyć się z nim przez kilka miesięcy, uda jej się wydobyć z niego dobro, które czyha w każdym człowieku. Hermiona Granger chciała tylko pomóc im odnaleźć właściwą drogę, zanim zakończy własną.


__________________________________________________________________


Jasna cholera! krzyknął odrzucając od siebie mugolski telefon. Już widział przestraszoną minę swojej kolejnej już w tym miesiącu sekretarki, która na dźwięk jego wrzasku aż podskoczyła na siedzeniu. Miał to gdzieś. Jeżeli nie podobało jej się miejsce pracy, niech szuka sobie podrzędnej roboty w firmie o niskich standardach. Z resztą i tak nikt by jej nie przyjął. Była beznadziejna jak cały personel w tej firmie. Od tylu dni prosił o nową rekrutację, a co dostał w zamian? Jedno wielkie zero. W dodatku młody pan Weasley ponosił się po jego piętrze, przejmując zadanie zastępczy menadżera przedziału marketingu. Do jakiego to stopnia dochodziło, żeby ten rudzielec pracował w jego firmie?
Przekręcił głową, próbując skoncentrować się na ważnych dla niego problemach. Niech inni troszczą się o pracodajność tych marnych czarodziei. On musi stawić czoło prawdziwym wyzwaniom.
Nabrał głęboko powietrza, po czym nalał sobie szklaneczkę whiskey. Doprawdy nie mógł uwierzyć w głupotę swojego klienta, który w żadnym wypadku nie dał przekonać się do zainstewstowania paru galeonów na nowy eliksir, który mieli wyprodukować w listopadzie. Teraz, dzięki zwykłemu tchórzostwu, on, Draco Malfoy, nie osiągnie swojego celu. I to on był niby egoistą? Miał ochotę prychnąć głośno na wspomnienie rozmowy z Astorią, która dobitnie dała mu do zrozumienia, że jest cholernym egocentrykiem. Gdyby tylko wiedziała jak bardzo się stara sprostać się z każdym problemem w firmie! Oczywiście na to już nie miała czasu. Wredna małpa wolała naturalnie wydawać jego pieniądze i narzekać na jego stan bycia. A proszę bardzo! Jak tak dalej pójdzie zablokuje jej konto. Przekona się jak to jest żyć bez luksusu. Ciekawe czy wtedy będzie dalej zadufanym w sobie dupkiem.
Pan Pompkin na linii piątej  z rozmyślania wyrwał go przerażony głos Tracey. Nie mógł powstrzymać złośliwego uśmiechu. Doskonale wiedział jak wielki strach wzbudzał w swojej sekretarce. Poczucie władzy odrobinę polepszyło mu humor.
Dawaj go  mruknął w końcu. To było jego ostatnia szansa. Jeżeli Pompkin nie zgodzi się na jego umowę tak jak poprzedni klient, będzie musiał liczyć się z konsekwencjami.
—  Witam cię, Draco. Gerald przywitał go wręcz zbyt miłym tonem, który był wyczuwalny nawet przez telefon.
Panie Pompkin, jak miło pana słyszeć  Zaczął równie ciepło. Kątem oka zauważył jak jego sekretarka krzywi się na dźwięk tego tonu. Poprzysiągł sobie, że to już ostatni dzień pracy w tej firmie.
Darujmy sobie te uprzejmości. Jeżeli chce pan dalej zawrzeć umowę, proszę pojawić się za dwadzieścia minut pod moim biurem. Nie będę czekał ani minuty dłużej.Draco nie miał nawet szansy odpowiedzieć na tak szybką i bezpośrednią wymianę słów. Mimo to jednak, czuł, że los znowu mu sprzyja. Nie zwlekając ani chwili, wybiegł ze swojego biura, na moment zatrzymując się jeszcze przy biurku swojej sekretarki.
Tracey, tak mi przykro, ale jesteś beznadziejna. Jutro ma cię tu nie być.
Powiedział, nie mając w sobie ani krzty wyrzutów sumienia.
Niech pan sobie nie myśli, że robiłam tą pracę z przyjemnością, panie Malfoy. Jest Pan okropnym człowiekiem odpowiedziała mu dzielnie kobieta. Na te słowa zaśmiał się donośnie.
Wybaczysz mi chyba, gdy nie będę słuchał rad od kobiety, która za obciąganie szefowi wybłagała robotę sekretarki u wicedyrektora. Ciesz się, że w ogóle dostałaś taką szansę rzucił na odchodne, a następnie beż żadnych większych dyskusji opuścił firmę.
Euforia ponownie ogarnęła jego ciało. Uwielbiał niszczyć marzenia ludzi, którzy jednym słowem nigdy nie zajdą tak daleko jak on. Jako jedyny umiał sprowadzać ich na ziemię.
Gdy w szybkim tempie opuścił firmę, znajdującą się w centrum Londynu, ruszył w kierunku Oxford Street, by tam używając kilku zaklęć dostać się do biura pana Pompkina. Z doświadczenia wiedział, iż zajmie mu to dziesięć minut, góra piętnaście, zważając na ilość ludzi, którzy leniwym krokiem przemierzali ulicę miasta.
Miał ochotę przewrócić wymownie  oczami. Jak można aż tak bardzo marnotrawić swój wolny czas? Każda minuta przybliżała go do powiększenia swojej i tak bajecznie wielkiej fortuny. Naprawdę nie rozumiał czarodziei, którzy smętali się w po Londynie bez większego celu lub spędzali cały dzień z rodziną. Czas to pieniądz i to właśnie było jego główną domeną przewodnią, która zaprowadziła go na szczyt. Owszem, nie zawsze było mu łatwo. Czasami trafiał na ludzi, opętanych wizjom wspaniałego świata, w którym fortuna oraz praca nie miały znaczenia. Cholernie kiepskie wyobrażenie. Człowiek zawsze musi mieć jakiś cel przed oczami, inaczej zwariuje. Znał masę przypadków gdzie właśnie beztroskie życie doprowadziło do rozpadu firmy czy też rodziny. O Lucjuszu nawet nie wspominając. Na szczęście otaczał się ludźmi, którzy wyznawali taką samą domenę jak on. Miał przynajmniej taką nadzieję. Niemniej jednak był ostrożny.
Gdy Zabini oznajmij mu dwa tygodnie temu o spontanicznym urlopie nie miał najmniejszego pojęcia jak zareagować. Jego najlepszy przyjaciel nigdy nie potrzebował przerwy. Owszem czasami spędzał więcej czasu z panienkami niż powinien, lecz pomijając ten głupi epizod Blaise był jedynym człowiekiem na tej ziemi, który rozumiał jego nastawienie do życia. Ponadto sam również je wyznawał. Czasami miał wrażenie, że rozumieli się bez słów. Nigdy nie był emocjalnym człowiekiem, ale zgodnie mógł stwierdzić, iż Zabini był dla niego jak brat. To dzięki niemu stanął na nogi i wziął się w garść. Dlatego też zaakceptował jego spontaniczne wakacje, choć przyszło mu to z trudnością. Ciężko było mu to przyznać przed samym sobą ale potrzebował tego upierdliwego diabła przy sobie.
Pozbywając się zbędnych myśli, skręcił w jedną z mugolskich ulic i przyspieszył tempo. Nie chciał by Pan Pompkin czekał na niego dłużej niż potrzeba. Może był starym bucem, lecz bez jego pieniędzy nie uda mu się spełnić listopadowego projektu, który był dla niego tak cholernie ważny. Był dopiero początek września ale byłby idiotą, gdyby nie myślał o przyszłości firmy. Wszystko musiało teraz pójść po jego myśli.
Wymijał przechodniów, którzy w gruncie rzeczy sami schodzili mu z drogi, widząc jego srogą minę. Był skoncentrowany i pewny siebie, a to przeważnie odstraszało większość ludzi.
„Jeszcze pięć minut” pomyślał, spoglądając przelotnie na swój zegarek. Miał tylko nadzieje, że ten stary dziad się nie rozmyśli.
Pogrążony w swoich przemyśleniach, nawet nie zauważył kobiety, która stała beztrosko na ulicy z błogim uśmiechem na twarzy. Zanim zdążył zareagować, potrącił ją swoim ramieniem tak brutalnie, że prawie straciła równowagę. Spojrzał na nią z wyraźną irytacją. Miała krótkie włosy i białą sukienkę. Nie miał czasu, by przyjrzeć się dokładnie jej twarzy.
Uważaj jak chodzisz, wariatko! warknął w jej stronę, prawie tracąc nad sobą kontrolę. Czy ci ludzie do końca postradali zmysły? Cholerna dziwaczka!
Proszę mi wybaczyć mruknęła, a on miał ochotę zaśmiać się jej w twarz. Głupia dziewczyna! Przez chwilę, przyglądał się jej twarzy w poszukiwaniu skruchy, którą powinna wykazać. Jej brązowe tęczówki nie zdradzały jednak żadnych emocji.
Gówno mi po twoich przeprosinach odparł, a następnie ruszył pewnym krokiem przed siebie. Nie miał zamiaru dyskutować z jakąś wariatką na środku ulicy. W końcu spieszyło mu się, a Pompkin nie będzie czekał na niego wieczność. Nie pozwoli, by przez jedną zwariowaną kobietę wszystko legło w gruzach.
Tak więc gdy kilka minut później stał przed potężnym budynkiem firmy, nabrał głęboko powietrza i próbował okiełznać swoje myśli.
„To moja jedyna szansa”  przeszło mu przez głowę. NIe wiedzieć czemu, wcale nie odebrało mu to pewności siebie. Wręcz przeciwnie. Czuł, że stres ani panika w żadnym wypadku nie pomogą mu zdobyć upragnionego celu. Doskonale wiedział co robić i nie miał zamiaru polegnąć w tej bitwie. Draco Malfoy nigdy nie przegrywał. Choćby miał iść po trupach dostanie w końcu to czego chce.


_________________________________________________________


Rozpalając kominek w swojej przestrzennej i pięknej willi, miał wrażenie, że z czystym sumieniem mógł nazwać ten dzień istnym sukcesem. Nie dość, że pozbył się tej wrednej sekretarki, to w dodatku Pompkin okazał się przystać na kompromis, jaki mu zaproponował. Po niespełna dziesięciu minutach rozmowy stary dziad podpisał umowę, która miała przynieść mu masę profitu.
Uśmiechnął się lekko, tym samym gratulując sobie świetnie wykonanej roboty. Naprawdę cieszył się, że wszystko poszło po jego myśli. Mógł teraz spokojnie skoncentrować się na wywalaniu tych bezużytecznych pracowników, którzy i tak tylko szkodzili firmie. Na pierwszy i najważniejszy cel wybrał sobie młodego Weasleya. Nie mógł doczekać się dnia wydalenia tego pożal się boże bohatera wojennego. Niektórym ciężko było zrozumieć, że Czarny Pan dawno poległ a dzisiejszy świat nie kręcił się wokół Zakonu Feniksa. Miał ochotę prychnąć głośno na myśl o Złotej Trójce, pojawiającej się non stop w Proroku Codziennym. Nie łatwo było pozbyć się widoku uśmiechniętego Pottera, udzielającego kolejnych wywiadów na temat bezpieczeństwa Anglii. Z jaką rozkoszą poturbowałby mu tą jego piękną twarzyczkę!
Ciepłe ręce Astorii na swoim karku sprawiły, że przestał zamęczać się problemami oraz niepotrzebnymi rozmyślaniami o przeszłości. Popatrzył na nią z zaciekawieniem, gdy kobieta usiadła koło niego, wpatrując się w płomyki ognia.
—  Przepraszam mruknęła kobieta, powoli masując jego plecy i bark. - Nie powinnam tego mówić. dodała. Wyczuł w jej głosie skruchę. W pierwszym momencie trudno mu było zrealizować daną sytuację. Ich związek rzadko co opierał się na uczuciach. Ponadto zazwyczaj ignorowali ich kłótnie oraz niepotrzebne wymiany słów, które nic nie wnosiły do ich życia. Dlatego też tak bardzo pasował mu ten układ. Jego narzeczona również wydawała się być szczęśliwa.
Zapomnij. Odparł po chwili. Wcale nie miał zamiaru przeprowadzać teraz
niepotrzebnej dyskusji na temat tak bezsensownej kłótni, którą przeprowadzili rano. Kobieta dobrze wiedziała, na co się pisze. Od kilku lat przecież nie dawał jej złudnych nadziei, że praca kiedykolwiek spadnie na drugie miejsce. Zupełnie jak on, Astoria musiała pogodzić się z jego odmiennym charakterem oraz ambicjami. W żadnym wypadku również nie miał zamiaru pokazywać jej swoich słabości. Nie chciał sobie nawet wyobrażać, co by było gdyby postanowiła to któregoś dnia wykorzystać.
Mimo to, czasami naprawdę miał potrzebę jej bliskości. Faktycznie nie zdawało się to zbyt często, zważając na jego tryb życia, lecz próbował kilka razy znaleźć czas, by zadowolić Astorię.
Kobieta spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Znał ją już połowę swojego życia, a dalej trudno było mu zinterpretować jej uczucia we właściwy sposób.
Ja po prostu ... zaczęła, przygryzając nerwowo dolną wargę. Sam nie rozumiejąc swoich własnych poczynań, położył dłoń na jej udzie, by dodać jej odwagi. Pierwszy raz od dawna naprawdę czuł, że ich związek nie składa się tylko z wymuszonych kolacji oraz skandali raz po raz pojawiających się w Proroku Codziennym.  Nie chcę zacząć się nienawidzić, Draco. Dokończyła, a w jej oczach zauważył łzy. Naprawdę nie rozumiał jej zmiennych humorków, ani do czego tak właściwie dążyła. Sam fakt, że okazała jakiekolwiek uczucia sprawił, że potrzebował chwili, by przetrawić tak nagłą informację. Byli ze sobą już pięć lat, a może i nawet więcej, więc w żadnym wypadku nie wyobrażał sobie, by kobieta zaczęła żywić do niego jakiekolwiek negatywne uczucia, a co dopiero zostawiła go dla innego.
Zadbam o to, by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji skłamał gładko, ściskając delikatnie jej biodro  Daj mi tylko trochę czasu, Astoria dodał, tym razem mając nadzieję, że jego słowa zabrzmiały dość szczerze. Doskonale wiedział, że się nie zmieni, a Greengrass jeszcze nie raz zrobi mu o to awanturę. Mimo to jednak naprawdę chciał, by nie traciła do końca nadziei, że wszystko się jednak ułoży.
Jego narzeczona kiwnęła delikatnie główą, a następnia wstała leniwie z kanapy. Posyłając mu jeszcze jedno długie i intensywne spojrzenie, udała się w kierunku kuchni. Nie pozwolił jej jednak oddalić się za daleko. Pragnienie przygarnięcia jej do siebie okazało się zbyt wielkie, nawet na takiego drania jak on.
Dogonił ją w przeciągu kilku sekund a następnie obrócił  w swoją stronę, tak by ponownie mogli spojrzeć sobie w oczy. Jej niebieskie tęczówki zdawały się analizować całą sytuację, a płytki oddech zdradzał nagłe podniecenie, które wisiało w powietrzu.
 Zaufaj mi powiedział śmiertelnie poważnie Zabini wróci ze swojego urlopu a wtedy naprawdę postaram się znaleźć odrobinę czasu przyrzekł. Przez krótki moment miał wrażenie, że młoda kobieta oddaliła się od niego myślami, lecz szybko odgonił od siebie tą bezpodstawną hipotezę.
Zanim zdążyli pogłębić kolejną rozmowę, złożył na jej ustach dość czuły a zarazem agresywny pocałunek. Jak na zawołanie, poczuł minimalne ciepło rozchodzące się po jego ciele, o którym zapomniał w przeciągu następnych sekund. Astoria z równie wielkim zaangażowaniem wpiła się w usta narzeczonego. Nie czekając ani chwili dłużej podniósł ją i w szybkim tempie zaniósł do wspólnej sypialni, składając na jej szyi tysiąc pocałunków. Kobieta jęknęła z rozkoszy.
Kocham cię, Draco wyszeptała pod wpływem emocji. Uśmiechnął się krzywo, słysząc to wyznanie, lecz nie miał zamiaru psuć atmosfery, która wytworzyła się między nimi . Rzadko co którekolwiek z nich wypowiadało te słowa. Obydwoje nie byli przyzwyczajeni do okazywania miłości. Draco wolał zignorować wypowiedź narzeczonej i skoncentrować się na przyjemnościach łóżkowych.
Prawda była bowiem taka, iż on słynny pan Malfoy, był zbyt dumny, by kochać.

_____________________________________________________________

Od autorki :


Witam wszystkich, po prawie roku przerwy. Jestem ciekawa, czy ktoś zagląda jeszcze na Słodkiego Listopada. Ja bowiem cały czas o nim myślałam i dlatego też zmieniłam całą koncepcję, pisząc kolejne rozdziały na nowo. W pewnym momencie, historia przestała dla mnie zawierać sobie tą magię, którą chciałam się z wami podzielić. Teraz jednak jestem z niej zadowolona, więc niedługo dodam resztę rozdziałów. Mam nadzieję, że sprawiłam wam dobry prezent mikołajkowy! :) Do zobaczenia!